"Cmoknij mnie w trąbę!"
I tyle na ten temat;)
Wyprułam się "twórczo".
Dla odmiany - coś prawdziwie "mojego".
Bez pitolenia o tym, co mnie tak naprawdę g*wno obchodzi.
"Odszedł od niej jakieś 75 dni temu. Liczyła, choć sprawiało jej to jeszcze większy ból. Ponad 1800 godzin starała się przywyknąć do jednej poduszki na łóżku, jednego ręcznika w łazience i jednego kubka w zlewie. Każdą z przeszło 108 000 minut poświęcała na robienie rzeczy zupełnie niepotrzebnych, byle tylko zająć swoje myśli czymkolwiek, z wyjątkiem Jego. Nic to nie dawało. Mimo tego, że nie było Go przy niej już co najmniej 6 480 000 sekund, nie potrafiła wypełnić tej luki w swoim sercu. Nigdy nie przestała Go kochać, choć tak bardzo się starała. Z resztą... W sumie chyba jednak się nie starała. Kochała Go kochać. Nawet mimo tego, że wiedziała, że On już nigdy nie wróci. Jej nadzieja nie zgasła ani na chwilę, mimo 648 000 000 setnych części sekund samotności..."
"I wolud change my direction
and save myself before I drown."
Sorry... I won't.