Dziś już cztery tygodnie, a ja nadal nie potrafię się z tym pogodzić.
Nadal w to nie wierzę. Nie wiem kiedy, jak i dlaczego.. ;(
Załamuje się tym wszystkim dookoła. Nie wiem jak tak można się zachowywać. Ale w końcu się to odmieni. Już niebawem. Mam dosyć, więc ile można wybaczać..
Sesja- jeszcze tylko dwa egzaminy. Oby bez poprawek.
Praktyki muszę sobie załatwić. I nie mam pojęcia kiedy..
Nie ma na nic czasu.
Ale codziennie na rowerze jeżdżę, dziś również pojechałam, ale z celem. Cel to zakup spodni i kostiumu kąpielowego. Realizacja- kurtka przeciwdeszczowa i nic poza tym. Masakra. Ale jeszcze będę polować na ciuchy!
Może jutro :)
Tymczasem właśnie wróciłam do domu. Zaraz pewnie sobie poryczę, a później może ogarnę się z dalszymi egzaminami, albo obejrzę w sumie film, w ramach relaksu. Jutro do pracy, możliwe, że się pospotykam na szybko ze znajomymi, pójdę na zakupy i się pouczę. Takie są plany.
Chcę już piątek! ;)