Kiedy pozbędę się Ciebie ze swojej głowy? Kiedy wspomnienia przestaną przeplatać się przez każde pojdyncze słowo które wypowiadam?
Kiedy spojrzę na Twoje zdjęcie i nie poczuję nic, kompletnie nic?
Jestem tak daleko od cierpienia, które zadałeś mi tamtego dnia. Ale wciąż to cierpienie we mnie jest, rany dopiero zaczynają się zasklepiać, nie mówiąc już o zabliźnianiu. Dziś zastanawiam się skąd znalazłam w sobie siły, żeby przeżyć najgorsze...?
Pamiętam nasze rozmowy. Pamiętam słowa, które do mnie mówiłeś. Pamiętam troskę, którą mnie obdarzałeś.
I nie pamiętam dlaczego tamtej nocy płakałam. To nie było nic ważnego. Nie rozumiem jak mogło doprowadzić do momentu w której widziałam Cię po raz ostatni. Pamiętam, że przepraszałeś. Ale nie pamiętam co widziałam w Twoich oczach. Myślałam, że wrócisz, byłam niemal pewna, że wreszcie wrócisz.
Nie ma Cię.
I tak, zrobiłam ogormny krok do przodu. Ale ten ogromny krok wydaje się tak malutki kiedy patrzę przed siebie, na bezkresną drogę przede mną.
Boję się, strasznie się boję, że nikogo nie pokocham już jak Ciebie. Niech mówią co chcą - że dobrze się stało, że lepiej mi bez Ciebie, że nie zasługiwałeś - kochałam Cię. I niestety nadal...
Ciągle jesteś pierwszą myślą o poranku i ostatnią wieczorem.
Kiedy to się skończy? Kiedy moje serce zrozumie, że dobrze się stało?
Dziękuję Im, że wrócili do mojego życia. I nawet nie bolało, że brakowało Cię u mojego boku. I nawet nie przeszkadzała mi ta pustka. Niech tak już zostanie. Znalazłam tę nić, która łączy moje życia. Nie oddam. Jestem szczęśliwa. Troszkę. A przynajmniej jestem bliżej szczęścia. Pierwszy raz od niemal 4 miesięcy w moim życiu zadziało się coś co wywołało szczery, prawdziwy i tak radosny uśmiech. Niech tak zostanie...
Przyjacielu, wykreśliłeś ze swojego życia wiele dobra. I to nie tylko mnie. Ale moją rodzinę, która przyjęła Cię i pokochała. Ich, przyjaciół. Chciałabym kiedyś dowiedzieć się, czy żałujesz, czy myślisz czasem o mnie, czy tęsknisz. Chciałabym kiedyś dowiedzieć się czy pomyślałeś, że popełniłeś błąd. Czy kiedyś pomyślałeś, żeby mnie odnaleźć.
Kiedyś. Może kiedyś będę miała odwagę spojrzeć Ci w oczy. Może kiedyś wrócę Tam i spotkam się z Twoją rodziną. Przywitaliby mnie z otwartymi ramionami, jestem tego pewna. A wtedy, siedząc na werandzie Twojego domu zapytałabym ich, tak po prostu, jak sie masz.
Kiedyś.
Daleka droga przede mną, ale dam radę. Jeszcze tylko kilka nieprzespanych nocy, kilka wypłakanych kłamstw.