Ciągle milczał i wszyscy myśleli, że milczy o czymś. A on milczał, ot tak sobie, milczał, bo nie żył. Może zresztą żył, ale nie tutaj. Może nawet kochał, ale nie ich.
Mówię coś, właściwie to nie mówię, udaję przed sobą i przed nim, że mówię. On nie daje się tak łatwo oszukać.
Więc, mówię coś.
A z tego nic nie wynika.
W głowie mam ratunkowe, przestarzałe numery telefonów, nieaktualne adresy, MNÓSTWO BARDZO WURGALNYCH WYRAZÓW. A z trego nic nie wynika.
Więc nie mówię już coś, mówię już nic.
Wolałabym, żeby samo się mówiło
żeby samo się zaczęło
żeby samo się skończyło
żeby samo się żyło
żeby samo się przychodziło
żeby samo się odchodziło
żeby samo się
u m i e r a ł o
Problem polega na tym, że mnie nie ma. Moje Ja wyszło z domu już jakiś czas temu, jak dotąd nie wróciło. Więc mówię coś, żeby (nie) mówić NIC.
Więc proszę, daj
spokój i pokój święty
temu tekturowemu pudełku
którym
(nie)jestem(?)
nic ze mnie nie wynika i nic we mnie nie wnika
chciałoby się krzyczeć ale nie chce się już nic
13 WRZEŚNIA 2023
9 MAJA 2023
27 MARCA 2018
20 GRUDNIA 2017
6 LISTOPADA 2017
7 KWIETNIA 2017
12 WRZEŚNIA 2016
31 SIERPNIA 2016
Wszystkie wpisy