photoblog.pl
Załóż konto
Dodano: 24 LUTEGO 2012

Leżałaś na balkonie i czułem, że umierałaś. Wiedziałem, że to moja wina. Moja, ślizgońskiego księcia bez serca. Czas stanął w miejscu, a świat się rozmył, kiedy biegłem do ciebie. Odwróciłaś swoją bladą twarz w moją stronę i wszystko, co mogłem zobaczyć w twoich oczach, to niechęć. Przeszył mnie ból, ale wiedziałem, że zasłużyłem na niego.

 

-skok w przeszłość-

 

- Nie Hermiona. Mam dosyć twojego grania niedostępnej. Zrywam z tobą. Może Pansy zrozumie - nie można kogoś prawdziwie kochać jeśli nie zna się go w pełni, z każdej strony.
- A może ty chcesz po prostu seksu, ty niewyżyty seksualnie sku*wysynu! Kocham Cię, to ci nie wystarcza? Nie chcę się z tobą kochać!
- Cóż, teraz już nie musisz.

- Draco, kocham Cię - wyszeptałaś mi do ucha. Zdrętwiałem. Musiałem to teraz zrobić. Musiałem z tobą zerwać. Spojrzałem w twoje pełne oczekiwania, czekoladowe oczy i coś we mnie stopniało. Nie mogłem tego zrobić.
- Ja też Cię kocham, Hermiona.

- Hermiona... ja...- Zająknąłem się. Jak mogłem ci to powiedzieć? Ty, piękna Hermiona, która powiedziała, że mnie kocha, która mnie słuchała i która była moim powiernikiem...nie. Nadszedł czas, żeby to skończyć.
- Zrywam z tobą.

 

I odszedłem. Odszedłem jak skończony tchórz, którym jak widać jestem, za bardzo obawiający się prawdy. Kochałaś mnie. Nie mogłem stawić temu czoła. Miłość była przerażająca. Całe życie opierałem się miłości, odwracałem się od niej. Wmawiałem sobie że lepiej radzę sobie bez niej i zaspokajałem swoje romantyczne popędy przelotnymi związkami. Przez wszystkie moje dni w roli gracza, nigdy nie byłem z nikim związany. Żadna z pustogłowych którymi się zabawiałem, nie potrafiła nawiązać inteligentnej rozmowy. Oczywiście, były dobre w łóżku, ale to jedyne, w czym były dobre. Ty byłaś inna.

 

Deszcz tłukł bezlitośnie w blaszany dach szopy. Utknęliśmy tam razem. Oboje byliśmy przemoczeni i suszyliśmy nasze ubrania na magicznym ogniu, który wyczarowałaś. Oboje byliśmy trochę zażenowani - ja stałem tam tylko w bokserkach, a ty starałaś się zrobić coś, żeby zasłonić swój stanik i majtki. Nie wiedziałem, gdzie mam patrzeć. Byłaś taka piękna. Nagle poczułem wielka ochotę, żeby Cię pocałować... i zrobiłem to.

 

To musiało się stać. Twoje usta naprzeciw moich, twój oddech na moim policzku. Omal nie ulegliśmy pożądaniu tamtej nocy, ale nas powstrzymałaś. Byłem zmieszany, ale myślę, że to było dla ciebie trudne zamienić się z mojego wroga na kochankę w tak krótkim czasie.

 

Zaczęliśmy się spotykać w każdą noc, w komnacie Potrzeby. Rozmawialiśmy po kilkanaście godzin bez przerwy. Kochałem z tobą rozmawiać. Byłaś taka inteligentna i wnikliwa. Nawet zmieniłaś niektóre moje poglądy na temat mugoli, chociaż nigdy Ci się do tego nie przyznałem. Ciągle czuję, jakby mi czegoś brakowało.

 

Starałem się zaciągnąć cię do łóżka wiele razy, ale zawsze odmawiałaś. Czułem, że zaczynam tracić zainteresowanie. Powracał stary Draco Malfoy. Wszystko, co ta miłość znaczyła, w moim umyśle zeszło na dalszy plan i jedyne, o czym mogłem myśleć, to fakt, że ani razu nie uprawialiśmy seksu. Zdecydowałem się z tobą zerwać.

 

Tej nocy spotkaliśmy się w Komnacie Potrzeby. Usiedliśmy razem przed płonącym kominkiem, przypiekając pianki. Włożyłaś mi do ust jedną i zaczęłaś się śmiać, kiedy stopiona przykleiła mi się do nosa. Zlizałaś ją, pocałowałaś mnie i owinęłaś swoje ramiona wokół mnie.

 

Tak. Powiedziałem to. Ale to nie było w porządku. Musiałem Ci powiedzieć...nie, nie dzisiaj. Zasnęłaś na mojej piersi.

 

Następnej nocy postanowiłem zakończyć nasz związek. Czułem łzy napływające mi do oczu, ale je przełknąłem.

 

 

Te słowa napełniły mnie goryczą i spuściłem głowę. Nie mogłem spojrzeć w te smutne oczy i zobaczyć w nich rozpacz i mękę. Usłyszałem ostry trzask i zapiekł mnie policzek. Zasłużyłem na to. Pozwoliłem popłynąć łzom. Słone krople spłynęły kaskadami w dół po moim policzku i skapywały z podbródka. W końcu wróciłem do pokoju wspólnego Slytherinu i poszedłem spać.

 

Obudziłem się wcześnie rano i wiedziałem od razu, że coś jest z tobą nie tak. Coś mówiło mi że jesteś w Wieży Astronomicznej i to coś miało rację. Leżałaś na balkonie i czułem, że umierałaś.

 

-powrót do teraźniejszości-

 

- Ty mi to zrobiłeś - wyszeptałaś ostatkiem sił. Rozpoznałem cięcia na twoich rękach i wiedziałem, że jest już za późno. Moje łzy spływały na twoją twarz, mieszając się z twoimi.

 

- Przepraszam - wyszeptałem, nie wypowiadając nawet połowy swoich myśli. - Prze...praszam- Co jeszcze mógłbym powiedzieć? Ja to zrobiłem. To moja wina.

 

Kiedy życie uchodziło z ciebie, ukląkłem, płacząc z żalu i szoku. Nie odzywałaś się, tylko miałaś wzrok utkwiony we mnie, twoje oczy...twoje oczy tak były pełne zarzutu, smutku i dezorientacji, ale szybko gasły.

 

Kiedy słońce wznosiło się nad jeziorem i jego jasne promienie zajrzały do Wieży Astronomicznej, otworzyłaś usta i powiedziałaś.
- Zabiłeś mnie.
Te proste słowa zniszczyły mnie. Opadłem obok Ciebie i jedyne, co mogłem powiedzieć, to:
- Przepraszam
Twoje powieki uniosły się raz jeszcze i zamknęły na zawsze. Ty byłaś martwa, a ja byłem twoim mordercą.

 

 

 

 

 

Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika kochajmniedziffko.