http://www.youtube.com/watch?v=vE9sh6aVtFI
Były sobie święta. Był nawet Sylwester... W LO styczeń mija mniej-więcej tak: "Byle zdać. Byle zaliczyć. Byleby nie jedynka! No weźcie dajcie mi już spokój..."
Zaczęłam panować nad chowaniem dziwnych przedmiotów do lodówki: po kilku minutach dociera do mnie, że telefon/czajnik/szczotka znalazły się w nieodpowiednim miejscu, idę i wyjmuję. Może w końcu dorastam? Robię się poważna, rozważna, racjonalna itd.???
Może to już jest ten cały "CZAS NAJWYŻSZY!" ????
Ale z "Króla lwa" nie zrezygnuję. Mowy nie ma.
I z paru innych dziecinnych nawyków też nie.
I nadal wolę kakao od piwa.
Więc chyba jednak jeszcze nie dorastam.
Spadł sobie cudowny, bielutki, superromantyczny, mój ukochany śnieg. Bezlitośnie wchodzi w spody glanów i zostaje tam, aż do całkowitego roztopienia, robiąc kałuże na pksie i w przedpokoju. Ale jest kochany i cudowny i to się liczy.
Zima jest genialna...
A w tą mija 7 lat. Przez ten czas wykręcałam różne numery. W niebie nadal nie ma telefonów. Ani poczty. Ani internetu... A ja tak bardzo Cię potrzebuję. Że czasem to aż boli.
And I know, you're a part of me
And it's your song that sets me free
I sing it while I feel I can't hold on
I sing tonight cause it comforts me...
I chyba chcę. Bardzo chcę.
Tylko jeszcze nie wiem czego.
Jeszcze tego nie wiem...