Wiecie? To nic, że mój ukochany śnieg sobie zniknął, że moje marzenia zawsze są poza wszelkimi granicami realności i nigdy się nie spełnią, że nie znam na pamięć ani jednego wzoru z fizyki i że po raz kolejny prawie uśmierciłam moje bonsai. I to nic, że ludzie się kończą i kakao się kończy i kończy się wszystko...
Jeżeli Twoje przyjaciółki tańczą z Tobą pogo na przejściu dla pieszych, śpiewając na przemian "Baśka miała fajny biust..." i "Highway to hell", jeżeli ktoś Ci bliski, umiera z uśmiechem na twarzy trzymając Cię za rękę, jeżeli masz albumy pełne zdjęć i ramki na półkach, wypchane wspomnieniami, jeżeli kiedyś usłyszałeś: "Jak dobrze, że jesteś...", jeżeli pragnąłeś nie spać całą noc, by otulony czyimś ciepłem patrzeć w niebo...
"Jeśli przychodzisz na ten świat wiedząc, że jesteś kochany i odchodzisz z tego świata czując to samo, wtedy ze wszystkim, co dzieje się w międzyczasie można się pogodzić."
I Boże... Proszę Cię, jebnij we mnie piorunem, jeśli jeszcze kiedykolwiek, jakkolwiek, gdziekolwiek, chociaż na moment zwątpię w to, co mam.