Dziś był taki dobry dzień. Od samego rana.
Najpierw piękna, hmm nawet nie piękna a idelna pogoda zawitała do miasta. Przyjemny chłód i delikatne słońce przebijające się przez mgłę. Idealna jesień i idealne wyobrażenie o zimie bez śniegu. Potem bardzo krótka wizyta na uczelni. Miało być dłużej i efektywniej, niestety lub też całkowicie na szczęście nie spotkałam tam nikogo, kto zatrzymał by mnie, w tym dniu, choć chwilę dłużej na wykładach będących kontynuacją jeszcze do niedawna ciągnącej się za mną ekonometrii. Z prędkością światła znalazłyśmy się pod drzwiami naszej ulubionej sushi restauracji na ulicy Nożowniczej tuż za rogiem Uniwersytetu. Suchi jak zawsze czyni mnie lepszym człowiekiem. Spokojniejszym. Oczyściło moją duszę a wasabi wypaliło wszytskie nerwy. Nie dość, że dostałam piękną porcję to jeszcze całkowicie nieoczekiwaną i niespotykaną dotąd zniżkę. To dopiero niespodzanka, a przecież jest dopiero południe. Po rytualnym posiłku, udałyśmy się do zaprzyjaznionej maleńkiej kawiarnii, mieszczącej się za ścianą suchi restauracji. Moje stałe miejsce było już zajęte, więc zajęłyśmy miejsce przy oknie, z widokiem na kamieniczki i parapetowego kota na pierwszym piętrze, który po kilku godzinach wylegiwania się w słońcu, zniknął wraz z nim.
Będę tęsknić za tą okolicą.
Pani kawiarka przywitała uśmiechem, na co rozpoczęłam małą konwersację o wypiekanych przez nią ciastach.
Po zajęciu miejsca rozpoczęła się ostra nauka. Nawet nie wiem kiedy mijały kolejne godziny pośród tych wielu kont, kwot i łamigłówek operacji gospodarczych. Wraz z zachodem słońca ruszyłyśmy w kierunku naszych mieszkań.
W lodówce czekała ostatnia juz porcja barszczu od mamy, która podała mi paczkę z dalekiego wschodu, oraz kawałek babcinego wafla z masą cytrynową. Kawa znów smakuje. W telefonie sms od kolegi z dalekiej północy, w uszach piosenki z nowego epizodu Glee , a pod palcami klawisze z literkami. Dobry dniu idę spać.
_____________________________________________________________________________________
Piosenka dobrego dnia