pierwsza miłość. najpiękniejsza i najbardziej bolesna..
Każdy dzień jest pisaniem listu z rana,
i paleniem go wieczorem.
Każdy dzień to płacz,
i w sen zapadanie z wycieńczenia.
Każdy dzień to kochanie Ciebie.
Bardzo zawiodłam się na mojej nauczycielce od j.Polskiego,
Wiedzy o Teatrze i zarazem opiekunce naszego szkolnego teatru.
Z końcem marca bowiem, dowiedziałam się o konkursie recytatorskim twórczości Czesława Miłosza,
połączonym z testem dotyczącym Jego biografii.
Oczywiście zgłosiłam chęć udziału, i solidnie przygotowywałam się z dnia na dzień.
Wiersz jak i biografię opanowałam do perfekcji.
Cieszyłam się że mam szanse.
Niestety 4 dni przed konkursem Pani K. oświadczyła mi że nie biorę udziału, bo jakiś czas temu było spotkanie na którym obecność była równoznaczna z ostetecznym jego potwierdzeniem. Oczywiście nie była łaskawa mnie poinformować o takiej okoliczności. Więc po prostu zostałam wykluczona.
W moje miejsce weszła dziewczyna o której nikt nic nie wie, i która sama nie była na tym spotkaniu.
Więc powiadam. Gdzie tu sprawiedliwość?
Drugi cios padł niebawem. Od tej samej osoby.
Mamy w planach projekt dwóch Żywych Obrazów.
Obmyślone idealnie, a jednak są niedopatrzenia.
Każdy z uczniów naszej klasy otrzymał przynajmniej jedną rolę w jednej ze sztuk.
Nazwiska są wyczytywane..
Wszyscy wyczekują..
Więc i ja, śmieję sie z innymi czy i mnie przyjdzie zagrać męską rolę,
jak większości dziewcząt.
I Cóż. koniec listy. lekki gwar. Jeszcze do mnie nie dotarło że nie usłyszałam swojego nazwiska ni razu.
Nagle zapada cisza.
Odzywam sie nie swoim głosem. Bowiem pytanie, moje pytanie, zadała Axa.
-'Czemu Iza nie dostała żadnej roli?..'wszyscy w skupieniu wyczekiwali odpowiedzi.
-'Jak to nie? Przecież czytałam Izy nazwisko..' - Pani K. burnkęła nieco przejęta, ale z nutą obojętności.
-'Nieee.. ? Czytała Pani Izę Zbroję.. - ktoś dorzucił z tonem pogardy.
-'Tak? Hm.. najwyraźniej zapomniałam.'
i wszystkość zgromadzoną która była we mnie,
ogarnęło przygnębienie, smutek, żal i odrzucenie.
Zmiana tematu nastąpiła natychmiastowo, a ja zostałam bez roli.
Nie chciałam pokazać że się tym przejmuję, więc postanowiłam zrobić coś na własną rękę.
Skoro mam do dyspozycji zarówno czas i scenę, to co mi szkodzi spróbować indywidualizmu scenicznego?
dlatego od kilku dni jestem w trakcie pisania monodramu.
mam ogólny zarys.
gdy chcę napisać coś takiego, to wpierwej nagrywam dyktafonem wszystko to co przyjdzie mi do głowy.
następnie przepisuję na papier, wprowadzam poprawki..
usuwam niepotrzebne teksty, wstawiam nowe.
i piszę scenariusz ruchów scenicznych
bo obok słowa, one są najważniejsze na scenie.
w ten sposób usyskałam około 20 minut materiału, który wylądował już na papierze.
;) Przyjemnie tworzy się w ten sposób.
Szczególnie gdy wiesz, że sam pracujesz sobie na sukces.
A wy? Sądzicie że dam sobie radę? x)