Stwierdzam, że moje włosy do pewnej długości były dobre. Np. tutaj. Jako, że zima za pasem rozgrzewam się oglądaniem zdjęć z wakacji.
Ogólnie jest dobrze.
W sumie słowo "dobrze" to pojęcie względne. Dla jednego dobre może być to, że spadł deszcz bo susza a dla drugiego może oznaczać całkowitą odwrotność. Jak fajnie, że nie pada. Deszcz jest chujowy na wakacjach na Rodos.
Dla mnie słowo "dobrze" oznacza dobroć w czystej postaci. Jak na razie wszystko się układa, żadnych niespodzianek. Znaczy może prócz jednej. Ale niespodzianka wynika bardziej z mojego przewrażliwionego umysłu, skażonego i zaśmieconego różnym świństwem sprzed paru lat. Tak bardzo chciałbym, żeby mi się udało, że zaczynam sądzić iż jakaś choroba umysłowa mnie dopadła.
Z jednej strony to dobrze bo całe to myślenie sprowadza się do jednego i jest mi z tym przyjemnie. Ale z drugiej jestem zmęczony. Jestem tak skurwiale zmęczony. Nie chodzi tu o zmęczenie fizyczne a psychiczne. Różne sprawy się nakładają na siebie powodując, że mam łeb jak sklep. Czasem muszę używać całej swojej siły woli a tej nie mam za dużo żeby czegoś po prostu nie rozkurwić. To jest tak irytujące, że najchętniej zostawiłbym cały ten szajs i wyjechał gdzieś. Gdziekolwiek. Zdala od tego miejsca, które tylko i wyłącznie powoduje u mnie podnoszenie ciśnienia.
Chciałbym zrobić coś ze swoim życiem. Coś co pozwoliłoby mi cieszyć się nim w pełni.
Po pierwsze byłoby to wyprowadzenie się z domu.
Nie żebym miał źle czy coś. Na "warunki" życia nie narzekam. Szkoda mi tylko swoich nerwów. Szkoda mi moich rodziców z powodu tego jacy są ograniczeni, konserwatywni i tak bardzo zamknięci na jakieś niekonwencjonalne rozwiązania. Tłumaczenie im czegoś jest cięższe niż znalezienie igły w stogu siana bez wykrywacza metali i magnesu...
A przychodzi taki moment, że cieszę japę cały czas i jest super fajnie i ogólnie nic tylko śpiewać.
Kurwa. Mam wachania nastrojów jak kobieta przed miesiączką.
Co stres i nadmierne myślenie mogą zrobić z mózgiem nie?
No i tak bardzo szczęście w sumie.
Mjuzik? o.o