wschodzący księżyc
od światła parują
świeże ciała
uchodzimy do atmosfery
a galaktyki przyjmują nasze
ciężkie oddechy
jesienny chichot
pozwolił odejść
kolorowym motylom
dzieciom
ubrudzonym od lodów
pokreślone ławki
odetchnęły
a pocałunki zatopiły się
od wilgotnego uścisku
patrzę w odbicie zegara
poplątał wskazówki
oplata szare kontrury
pokrył je papierem
wysuszył dłonie
włosy przerzedziły się
spruszone białym puchem
cisza gra na kartach kalendarza
zasuwam aksamitne zasłony
tężeje
nadal śpisz?