Otworzyć w końcu tę butlekę szampana i zapić wszystkie smutki. Nienawidzę Sylwestra. W tym roku nienawidzę go jeszcze bardziej. Jedyne co mogę świętować, to to, że ten beznadziejny rok się skończy. W sumie niewiele to da, bo w nowy i tak nie wejdę z optymizmem. Nie będę się okłamywać, bo ile można? Nie zmienię się, nie zacznę być taka i taka, nie przytrafi mi się to i to. Albo na coś zapracuję albo nie. Albo wykorzystam szansę albo ją stracę. Ten rok jest już przecież zaplanowany i z góry jest wiadome jakie przeznaczenie nas czeka.
Sobie życzę plaży, w końcu i więcej. I wytrwałości, dużo, dużo wytrwałości. Chyba najbardziej się przyda. I żeby kolejny rok JAKOŚ udało się przetrwać. Nie w sielance, szczęściu i radości. Byle przetrwać. Jakoś przetrwać.
Idiotko.
Postaraj się nie zrobić bałaganu.
Nie zbłądzić bardziej.
Przetrwać.
Czy nie słyszysz, jak obłok porusza się senny?
Jak noc cisza pogłębia dna ciekawy strumień?
A w alejach szeleści niepokój płomienny
Księżycowych powikłań i nieporozumień...
Śpiesz się, dziewczę spragnione pieszczoty bezkresnej!
Śmierć i miłość zna tryumf umówionych godzin!
Twój kochanek cię czeka od dnia swych narodzin,
Wierny tobie współtrwogą, tęsknotą - rówieśny!
Niech twe lico dla niego zakwitnie różowiej,
Niech osłabną ramiona, białych piersi stróże!
Burza włosów upojnych marzenia mu owiej,
By miał w życiu tę jasną nie wrogą mu burzę!
Lecz nie nie mów o sobie - czemu tak nieznana?
Skąd przybywasz i dokąd odejdziesz za chwilę?
I dlaczego twe nogi tak we krwi i w pyle,
Że całować je mało od nocy do rana?
Ani jego nie pytaj, dlaczego spotkanie
Tak opóźnił? Dlaczego oczyma nie śledzi
Twych oczu? I czy kocha? Bo wszelkie pytanie
Jest wrogiem mimowolnym własnej odpowiedzi!...
Milcz i całuj! Milczeniem pieszczota się krzepi
I niezgorsze wesele tkwi w dobrej żałobie!
Wszak nie można się kochać żarliwiej i ślepiej
Jak tak właśnie: nie nie wiedząc o sobie!