niepozornie, jak przez całe życie. Ty piękna, otoczona płcią przedziwną, lecz zawsze bez swojego rycerza na białym koniu. dostrzegasz mnie swoim wiecznie pozornie zaćpanym okiem. ''chodź z nami" wypowiedzone z uśmiechem na twarzy. ja? z ludźmi, do ludzi? "wybacz, nie mam czasu." a wieczny brak jakiegokolwiek zajęcia spływa po mej twarzy w postaci znudzenia. nie wiedzą. i Ty, jak zawsze ten sam wyraz twarzy, uśmiechnięty. nikt nigdy nie wiedział czy szczerze. i nie wie. człowiek wart uwagi. krok w krok do Nikąd.
zakładam ciemne krążki, inny świat, piękny świat. niebo, lekkość. czuję się w nim ważna. witaj. witaj. udekoruj mój tron kwiatami jakie tu znajdziesz. niech będzie piękny, bym mogła rządy z niego z godnością sprawować. o pani, to kosztować mnie będzie fortunę. patrz tam, piękne, wiszące białe kwiaty, niczym włosy na wietrze. chcę je. chcę je na moim tronie. coś nie tak. brak świata. mojego pięknego świata. zwróć mi, proszę, mój świat. nie potrzebujesz go. przemoc okazuje się jedynym rozwiązaniem. mam swój świat. lecz nie ujrzałam tronu...
plan miasta przed moimi oczami. jestem tam i tu zarazem. biorę udział w zamachu i jestem jego ofiarą. ale nic nie mogę zrobić. "zaczniemy od lżejszych zabawek, później ich wykończymy.". cóżmy wam zrobili? ciągle napierają w jeden budynek. "przenieśli się.". skąd wiecie?! najilniejsza zabawka wylatuje w powietrze, słyszę. nie słychać huku.
"spójż, co się dzieje. odmalowują wszystko. nie patrzą na ofiary. jak skończą, zabawa zacznie się od nowa.". czuję się na przeranej pozycji.
0 0 0 0 3 3 3 3 6 6 6 5 6 5 6