photoblog.pl
Załóż konto

Granice Zagubienia 61

Granice Zagubienia 61
Moje serce trzepotało w zawrotnym tempie, nie wiem czy to ze strachu czy ze złości.  Nie wiedziałam  co mam z sobą zrobić. Co zrobić z własnym życiem. Część mnie kazała mi uciec jak najdalej stąd, druga kazała mi się zmierzyć z losem. Natomiast trzecia ta najbardziej niechciana pragnęła powrócić do Kamila, zaszyć się w jego bezpiecznych ramionach. Byłam rozdarta na trzy części, ale rozważałam tylko dwie pierwsze. Nie pozwolę, aby Kamil cierpiał kolejny raz przez moje wybory.
**
Następnego dnia obudziłam się z potwornym kacem, ale cóż było warto, choć na chwilę oderwać się od tej rzeczywistości. Mój plan tego dnia był prosty.
1.    Spakować się.
2.    Wybrać pieniądze z banku.
3.    Spierdolić stąd jak najdalej.
Na połowę dnia miałam plan, a co z resztą czas pokaże. Upewniłam się czy drzwi mam zamknięte, następnie ruszyłam w kierunku garderoby. Wytaszczyłam z niej dwie duże walizki i zaczęłam wrzucać tam najpotrzebniejsze rzeczy. Po niecałych 20 minutach byłam spakowana i gotowa na to, co mi los przyniesie. Musiałam tylko jeszcze zabrać najważniejsze dokumenty i zwędzić coś tacie. Cichutko jak myszka wymknęłam się z pokoju i ruszyłam do jego biura. Drzwi zamknęłam na klucz i ruszyłam w kierunku biurka. Wiedziałam, że interesująca mnie szuflada jest zamknięta, więc posiadając specjalne zdolności szpiegowskie doskonale wiedziałam, gdzie znajdował się klucz. Kiedy dobrałam się do szuflady, na dnie ujrzałam małe czarne pudełeczko. No może nie takie małe skoro mieściło pistolet. Broń wyjęłam i schowałam za pas, a wszystko inne zostawiłam dokładnie tak samo jak przed moją wizytą. Pośpiesznym korkiem zniosłam moje bagaże na dół. Na szczęście nigdzie nie widziałam ochrony, więc spokojnie zapakowałam wszystko do bagażnika. Kiedy miałam już wyjeżdżać z posesji, wyszedł Emil.
-Hej mogę się zabrać z Tobą do miasta ? -zapytał jak zwykle z nienagannym uśmiechem.
-No w sumie, mogę Ciebie podrzucić. A gdzie dokładnie chcesz?- zapytałam spokojnym głosem. Mam nadzieje, że nie widział walizek.
-Gdzieś koło ronda na Mełgiewskiej byłoby najlepiej.
-To wsiadaj. - jazda zleciała szybko, wiadomo gadka szmatka, duperele i pozbyłam się Emila. Z mojej obserwacji wywnioskowałam, że nie domyślił się niczego. Dzięki Bogu! Musiałam załatwić jeszcze bardzo ważną sprawę. Auto zaparkowałam i ruszyłam z dokumentami do banku, podeszłam do punktu obsługi interesanta.
-Dzień dobry, czy mogłabym spotkać się z Panem Marcinem Krajewskim ? - zapytałam uprzejmie.
-Oczywiście, Pan Krajewski przyjmuje w pokoju numer, 34 ale obecnie ma ważne spotkanie. Czy umówić Panią na konkretną godzinę ?
-Byłabym wdzięczna gdybym mogła załatwić sprawęzaraz po tym spotkaniu. - kobieta przekopywała kartki i spojrzała na mnie niepewnie.
-Czy Pani sprawa wymaga dłuższego okresu czasu ?
-Nie, skądże chodzi tylko o zwykłą konsultacje. Nic wielkiego. - kobieta uśmiechnęła się promiennie.
-To świetnie w takim razie proszę poczekać pod pokojem. -  podziękowałam grzecznie i udałam się do wskazanego pomieszczenia. Usiadłam wygodnie na krześle i zastanawiałam się czy mój plan wypali. Oczywiście Marcin w sprawach bankowych jest najlepszy, ale obawiałam się, że nie załatwię tego tak szybko jakbym chciała. Przynajmniej mam nadzieję, że mój doradca zrobi wszystko by spłacić swój dług u mnie. Z rozmyśleń wyrwała mnie asystentka Marcina.
-Pani kolej. - odrzekła i obdarzyła mnie uśmiechem. Z gracją wstałam i ruszyłam do biura, modląc się, że mój plan nie będzie zbyt szalony.

Dodane 23 GRUDNIA 2016
281