Granice Zagubienia 57
Zapadał zmierzch, kiedy leżąc i przyglądając się chmurom zadzwonił mój telefon. Smętnym wzrokiem spojrzałam na wyświetlacz. Kamil.
-Halo?- odebrałam cicho.
-Przyjedź, robota skończona.
-Yhym, -westchnęłam i wyłączyłam telefon. Jakoś nie miałam ochoty nigdzie się ruszać. W moim życiu wszystko się poprzewracało. Moja dusza potrzebowała ratunku, ale ja kompletnie nie wiedziałam gdzie go szukać. Czułam się zamknięta, dusiłam się z własnymi emocjami. Jak mam wszystko poukładać, aby móc być wreszcie szczęśliwą Elizą? Nigdy nią nie będziesz, przestań marzyć. Coraz dobitniej stwierdzałam, że już nie miałam na siebie wpływu. Cały ten czas to Eliza Wolska decydowała o wszystkim, nie ja. I mimo chęci nie potrafiłam się jej sprzeciwić. Leżałam tak odrętwiała dopóki się nie ściemniło. Bez krzty humoru ruszyłam w stronę motoru. Potrzebowałam szybkości. Zawrotnej szybkości. Skoku adrenaliny. Wyłączenia się od świata. Ucieczki. Sprawnym ruchem wsiadłam na moja maszynę i gazując odjechałam nie zwalniając. Starałam się nie używać hamulca. Niech się dzieje wola nieba albo silnik sam zwolni albo się rozbije. Najwyżej ojciec w końcu zorganizuje prawdziwy pogrzeb.
** Po godzinach pędzenia przed siebie los zaprowadził mnie ponownie na posesje Kamila. Ruszyłam w kierunku jego drzwi i nie wiedząc, czemu nie weszłam. Stałam tam jak pies, nie potrafiłam zrobić kroku na przód. Patrzyłam się tępo w klamkę od drzwi, kiedy nagle się one otworzyły z hukiem. Spodziewałam się zobaczyć wkurzonego Kamila, ale ujrzałam tam osobę, której widzieć już nie chciałam.
-Co Ty tu robisz Elizo?- zapytał tym swoim aksamitnym głosem. Spojrzałam na niego z pogardą, emocje, które tak nagminnie starałam się w zachować pękły. Przez moje ciało, przepłynął zimny dreszcz. A w moim sercu na dobre zapanowała nienawiść. Ból spowijał moją duszę. A cały spokój poszedł w pizdu.
-Pierdol się. - wysyczałam mierząc go lodowato wzrokiem. Ruszyłam w stronę salonu, wyminęłam sprawnie Karola i szybko odszukałam Kamila. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Myślałem, że nie przyjedziesz. Co tak późno? - zapytał. Czułam jedno, jeżeli szybko się stamtąd nie ulotnie, moje resztki godności zniknął. Z sekundy na sekundę, w moim gardle rosła gula. Ooo nie kochanie, tylko nie teraz. Nie tutaj. Nie z nimi. Krzyczałam do siebie w myślach, aby jakoś zapanować nad sobą. Jednak było to na marne.
-Daj mi te hasła. - wyszeptałam, wbijając wzrok w podłogę. Kamil zbliżył się do mnie i położył mi dłonie na ramionach.
-Gadaj co się dzieje! - zażądał, jednak milczałam. Czułam obecność Karola i to palące jego spojrzenie. Miałam wrażenie, że pale się od jego wzroku. A trawił mnie ogień piekielny.
-Eliza proszę.. - wyszeptał mi do ucha Kamil. Czując jak ktoś mi wbija nóż w serce, wciągnęłam ostro powietrze.
-Kody. - warknęłam odsuwając się od niego.
-Wszystko w porządku? - zapytał niewinnie Karol. Nie wytrzymałam.
-Wypierdalaj stąd ty chuju. Mam już dość Ciebie. - wrzasnęłam na cały dom. Kamil bacznie mi się przyglądał.
-Elizo skąd go znasz ?! W co Ty się wpakowałaś ?- zapytał ostro mój przyjaciel.
-Jego się zapytaj! - warknęłam. - Ale nie radze robić z nim interesów jest do dupy. Albo nic nie znajdzie, albo po prostu przemilczy sprawę. - wysyczałam zabijając go wzrokiem.
-O czym Ty kurwa gadasz ?- zapytał zdenerwowany Karol.
-Czarna teczka, mówi Ci to coś?- jego twarz pobladła, zacisnął pięści i spojrzał na mnie gniewnie.
-Grzebałaś w moich rzeczach ?!- krzyknął groźnym tonem.
-Wiesz, co miałam wyrzuty sumienia, kiedy to robiłam. Bo wiedziałam, że nie można tak robić bliskiej Ci osobie. Ale kiedy znalazłam to, co chciałam przestałeś istnieć. Chciałeś mi oczy zamydlić, aby zarobić? Czy postanowiłeś grać pieprzonego rycerza i nie ujawniać tajemnicy, która mogłaby mnie zabić? Odpowiedz !- wpatrywałam się w niego, a z moich oczu poleciały łzy. Czułam ten ból, ból rozrywanego serca. Umarła nadzieja. On dla mnie też umarł. - Wynoś się! Wynoś się stąd nie chce Ciebie widzieć, jesteś taki sam jak oni ! Tylko potraficie kłamać! Nie chce Ciebie znać, mam nadzieję, że kiedyś wszystko, co złego zrobiłeś wróci do Ciebie, ze zdwojoną siłą.- moje łzy głośno opadały na ziemie. Nie chciałam się tam rozkleić, ale to było ponad moje siły.
-Myślę, że Twoja wizyta dobiegła końca. - powiedział spokojnym, ale surowym tonem Kamil. Lepiej idź już sobie. - odparł stanowczo.
-Eliza ja nie...
-Wynocha. - ryknął Kamil, a błąd mojego życia wyszedł trzaskając drzwiami. Wykończona padłam na kolana, zanosząc się głośnym płaczem.
Kochani jak myślicie kto bardziej pasuje do Elizy ? Kamil czy Karol? Liczę na wasze komentarze ;)
Inni zdjęcia: 4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24