photoblog.pl
Załóż konto

Granice Zagubienia 52

Granice Zagubienia 52
Kiedy wjechałam na ulicę Królewska, zaczęłam budzić Karola.
-Wstawaj jesteśmy już na miejscu. - Karol trochę się powiercił, pogrymasił, ale po chwili oprzytomniał.
-Za trzy domy skręć na lewo i jedź do końca tej uliczki. - osiedle wydawało się dość spokojnie. Piękne ogromne domy ze wspaniałymi ogrodami. Kiedy jechałam ślepą uliczką ujrzałam jego dom. Był cały drewniany, lecz nie był to jakiś wiejski dom tylko był wspaniały. Nowoczesna budowa, zadbany ogród, wszystko wyglądało jak z bajki. Karol pilotem otworzył bramę i pomału jechałam przez wjazd, dokładnie oglądając całą działkę.
-Wow- powiedziałam.- Śliczny jest.
-Dziękuje. - odparł beznamiętnie i wysiadł z auta. Szybko poszłam w jego ślady i dotrzymując mu kroku weszliśmy do domu. Wnętrze zwaliło mnie z nóg. Z zewnątrz wyglądał tak przyjaźnie a w środku panował dość chłodny wystrój. Wszystko miało kolor biały, czarny albo szary. Daję rękę uciąć, że to już pełno branżowa robota projektanta. Kiedy w miarę opadła ekscytacja ową sytuacją, spojrzałam na Karola.
-I co teraz ?- zapytałam.- Chcesz się pomału wykrwawiać?
-Odwal się. - warknął. Naburmuszona oparłam się o fotel i uporczywie wpatrywałam się w niego. Wyciągnął telefon i wybrał jakiś numer. Cała rozmowa zawarta była w jednym jego zdaniu.
-Przyjedź natychmiast. -warknął i rzucił telefon na stół. Patrząc się na niego czułam jak wzrasta mi ciśnienie.
-Jesteś dupkiem.- syknęłam patrząc się mu wprost w oczy. - Może i cierpisz, ale ludzie to nie psy.
-Jeszcze masz mi coś do powiedzenia? -przerwał mi wkurwiony. - Ciesz się, że nie mówię na głos tego, co o Tobie myślę. - w jego oczach panowała furia. Mimo, że moje granice cierpliwości właśnie pękły jak bańka mydlana, to poczułam bolesne ukucie w sercu. Zabolało tak cholernie, że nie potrafiłam nic z siebie przez dłuższą chwile wydusić. Patrzyłam się po prostu na niego i sama nie wiedziałam czy znam tego chłopaka czy też nie.
-Myśl sobie, co chcesz. - powiedziałam spokojnie. - Gdzie są dokumenty? Nie mam zamiaru tu siedzieć w nieskończoność.
-W moim biurze. Po schodach i pierwsze drzwi na lewo, zielona teczka. - odparł. Nie mając zamiaru ani chwili dłużej przebywać z nim w jednym pomieszczeniu ruszyłam do biura. Wchodząc do pokoju, czułam jak opuszcza mnie całe to napięcie. Głęboko odetchnęłam i podeszłam do biurka. Usiadłam na obrotowym krześle i wzrokiem szukałam zielonej teczki. Trochę musiałam pogrzebać w stosach różnych kartek zanim ją znalazłam. Z uwagą przejrzałam wszystkie raporty z ostatnich dni, już miałam ją odłożyć, kiedy dostrzegłam datę ostatniego raportu. Był on napisany ponad tydzień temu. Jeszcze raz przejrzałam teczkę z uwagą i faktycznie brakowało ewidentnie kilku zestawień. Nie wiele myśląc odłożyłam teczkę i zaczęłam oglądać każdy dokument na biurku. Jedynym słowem myszkowałam w prywatnych sprawach Karola. Kiedy z uwagą szukałam interesujących mnie kartek, dobiegły mnie odgłosy rozmowy. Najwidoczniej przyszedł koleś, którego wzywał. Cichutko wstałam z krzesła i lekko uchyliłam drzwi. Matko ostatni raz podsłuchiwałam rozmowy jak miałam może 12 lat. Wychyliłam głowę za drzwi i nasłuchiwałam.
-Uuu to znieczulenie i szyjemy. - odpowiedział jakiś głos.
-To szybko, piecze jak skurwysyn. - warknął rozdrażniony Karol. A nie mówiłam, że jest to do szycia. Uśmiechając się triumfalnie zamknęłam ostrożnie drzwi i wróciłam do swojego poprzedniego zajęcia. Minęło może pięć minut i już miałam dość. Tutaj było zbyt dużo tego wszystkiego, aby to przejrzeć. Dałam sobie spokój z tymi papierzyskami i otworzyłam szuflady w biurku. No teraz to będzie łatwiej pomyślałam, widząc same teczki. Czytałam każdy nagłówek i coraz bardziej traciłam nadzieję, że znajdę  swojego Grala. Otworzyłam ostatnią szufladę i moim oczom rzuciła się czarna teczka z napisem TAJNE! E.W. Moje inicjały, pomyślałam i szybko ją otworzyłam. Kiedy przejrzałam kartki w moich oczach nagromadziły się łzy.
-Nie wierzę.- wyszeptałam. Poczułam jak rośnie mi gula w gardle a serce pęka na milion kawałeczków. Były tam zdjęcie Mikołaja i Pauliny! Były tam rubryki aktu ich zgonu, nowych dokumentów, duplikaty paszportów i dowodów, wszystko o ich nowym życiu. Jednak prawdziwym wstrząsem było dla mnie zdjęcie małej dziewczynki o imieniu Eliza urodzonej w poprzednim roku. Położyłam teczkę na biurko i starałam się nie rozkleić. Miałam tyle pytań do Karola, jednak moja podświadomość podpowiadała mi co innego. Kazał Ci patrzeć tylko zieloną teczkę, a w kawiarni kłamał w żywe oczy, że nie ma postępów. Wszyscy Ciebie oszukują! Nie można nikomu ufać, musimy polegać tylko na sobie. Czując jak wściekłość ogarnia moją duszę wstałam i spojrzałam na dokumenty zaciskając pięści.
-Okłamał mnie- syknęłam cicho. Nie wiele myśląc złapałam dokumenty i złożyłam je na pół. Na moje nieszczęście nie miałam torebki, więc włożyłam je za pasek spodni i zakryłam koszulką. Kurtkę, którą miałam na sobie, przepasałam w pasie dla pewności, żeby plik mi nie wypadł. Czarną teczkę schowałam do szuflady i wyszłam z biura. Starałam się zachować kamienną minę i zewnętrzny spokój. Kiedy weszłam do salonu zobaczyłam Karola z nowym opatrunkiem i jakiegoś kolesia.
-I jak ręka ?- zapytałam beznamiętnie.
-Trzeba było zszyć. - warknął Karol. - Dzięki Bartek możesz już iść. - chłopak pożegnał się z nami i wyszedł. A ja stanęłam na swoim miejscu i oparłam się o fotel.
-Ehh widzę, że nie ma żadnych postępów. - powiedziałam zrezygnowana.
-Mówiłem Ci już, że to trudna sprawa. -odparł patrząc się w moje oczy.
-To wszystko nie ma sensu.- odparłam chowając głowę w dłoniach. BĄDŹ SILNA. - Skoro do tej pory Łukasz nie wykrył czy to było sfingowane, zastanawiam się czy to wszystko ma sens.
-To już zależy od Ciebie czy chcesz to dalej ciągnąć czy pogodzisz się z tym. - Mało mnie coś nie trafiło. Oni żyli a ten kazał mi się z tym pogodzić. Mimo wielkiego zaparcia w moich oczach pojawiły się łzy. - Ej nie płacz. - odparł delikatnie.
-Jest okey, po prostu jestem na siebie wściekła, że dałam sobie zgubne nadzieje i tyle.- powiedziałam spokojnie. Opanuj się kochana i wytrzymaj. - Koniec śledztwa, to nie ma sensu, ale cóż tonący brzytwy się chwyta. Sprawa zamknięta, jutro przyślę Ci gotówkę i widzimy się po raz ostatni. - odparłam twardo. Chłopak spojrzał na mnie dostrzegłam w jego oczach smutek, ale to nie jego oczy już więcej nigdy nie zabłysną szczęściem. - Dziękuje za wszystko i wracaj szybko do zdrowia. - odparłam spokojnie.
-Eliza zaczekaj. - w mojej głowie pojawił się cień nadziei, że powie prawdę jednak bardzo szybko zgasł. - Mam nadzieję, że ułożysz sobie życie. - odparł spokojnie i delikatnie się uśmiechnął.
-Z czasem wszystko się ułoży.- powiedziałam i wyszłam, tylko dla mnie były to już tylko puste słowa.

Witajcie kochani wena dzisiaj mnie nie zawiodła. Mam nadzieję, że się podoba i liczę na wasze opinie.

Dodane 15 MAJA 2016
641

Informacje o historiemalowanesercem


Inni zdjęcia: 1434 akcentova4 / 4 / 25 xheroineemogirlxDzieciak suchy1906;) virgo123Pierwiosnki elmar... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24