Granice Zagubienia 47
Leżałam tak sama nie wiem ile minuty, może godziny, nie obchodziło mnie nic. Czułam totalną pustkę, nie potrafiłam się odnaleźć nawet we własnych myślach. Błądziłam zagubiona między życiem a wyobraźnią, próbując pozbierać strzępki swojej w duszy w całość. Błogi spokój i ciszę przerwały wrzaski i przepychanki na dole. Wkurzona wstałam i biegiem udałam się na miejsce jak mniemam bójki.
-Co tu się wyprawia do cholery ?!- zapytałam wkurzona. Wojtek i Karol spojrzeli na mnie jakby zobaczyli zjawę.
-Twierdzi, że miał się z Toba zobaczyć. - odparł Wojtek.
-I to jest powód do bójki w moim domu ?! -warknęłam wściekła.
-Nie mogłem go od tak wpuścić.
-A nie można było mnie zawołać ?- zapytałam zirytowana. - Karol do mnie, a Ty Wojtek się ogarnij.- odparłam starając się uspokoić.
-Będę miał jeszcze jakieś niespodzianki dzisiaj? -zapytał zniesmaczony Wojtek.
-Miesza tu jeszcze jeden koleś.- nie zdążyłam dokończyć.
-Emil wiem.
- To dobrze. - odpowiedziałam i kiwnęłam głową na Karola, który posłusznie poszedł za mną. Kiedy tylko przekroczył próg mojego pokoju, kłapnęłam wściekła drzwiami mojego pokoju.
-Co Ty tu do jasnej cholery robisz ?!- syknęłam jadowicie, starając się nie krzyczeć.
-To może Ty mi łaskawie powiesz, czemu Twój ojciec przydzielił Ci ochronę? - zapytał wściekły.
-Nie Twój interes.- odparłam stanowczo.
-Mój, bo nie mogę normalnie pracować, bo ciągle cos wywijasz. - rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie.
-Przecież to nie wpływa na Twoje zadanie, to dotyczy mnie a nie mojego ojca.- rzuciłam spokojnie opierając się o drzwi.
-Jezu jak Ty mnie wkurwiasz Eliza !
-Mogę powiedzieć to samo o Tobie.
-Czemu nie odbierałaś telefonu?- zapytał zirytowany siadając na łóżku.
-A dzwoniłeś? - zapytałam przewracając oczami. Karol wziął mój telefon i spojrzał na wyświetlacz.
-Tak dokładnie 13 razy.
-Najwidoczniej nie słyszałam. - rzuciłam szybko, jak mogłam tego nie zauważyć ?
-Oczywiście byłaś zbyt zajęta użalaniem się nad sobą co ? - zapytał mierząc mnie wzorkiem.
-Nawet jeśli tak, to nic Ci do tego. - warknęłam. Karol spojrzał na mnie dość wymownie, ale nic nie powiedział. Siedzieliśmy tak w ciszy jakąś chwilę aż on w końcu wstał.
-Nic tu po mnie, nasza umowa przestała być ważna. - odparł lodowatym głosem. Spojrzałam na niego zaskoczona.
-Nie możesz mi tego zrobić.- powiedziałam szeptem. Zaśmiał się ironicznie i spojrzał mi w oczy.
-Bo co ?
-Zapłaciłam Ci i jest to dla mnie ważna sprawa. - wykrztusiłam, czując jak moja siła zaczyna pękać jak bańka mydlana.
-W takim razie oddam ci kasę, a sprawę zamykam. - chciał już wyjść, ale mu przeszkodziłam.
-Szantażujesz mnie ?- zapytałam zaskoczona.
-Nie ja po prostu nie pracuje z ludźmi, który mają przede mną tajemnice. - więc o to chodziło, odwróciłam się do niego plecami i starałam się głęboko oddychać. Eliza musisz.
-Kolega, jeśli można tą gnidę tak nazwać wpakował mnie w totalne bagno. - westchnęłam. - Wisi jakiejś mafii kasę i jeśli nie spłacę jego długu razem z moim przyjacielem to najprawdopodobniej wyląduje w burdelu. Od cała historia , nie wiedziałam co zrobić więc pojechałam do ojca. Po raz pierwszy się wystraszyłam i wiedziałam, że nie są to przelewki. - w pokoju panowała niezręczna cisza. Czułam jak napięcie rośnie, z każdą sekundą.
-Czemu nie zadzwoniłaś do mnie? - zapytał stłumionym głosem.
-Dlatego, że nie jesteśmy przyjaciółmi i to jest moja sprawa. - odparłam twardo. Przecież nie powiem mu, że chciałam dorwać go i błagać o pomoc. Więc wolałaś jak pies wrócić do ojca.
-Mylisz się takie sprawy to nie błahostki Eliza.
-No co Ty, dzięki za uświadomienie mnie. - zakpiłam.
-Nic Ci nie zrobią, spokojnie. - powiedział kładąc rękę na moim ramieniu.
-Nie byłabym tego taka pewna. - mimo kasy i możliwości spłacenia tego długu bez problemu, wiedziałam a może po prostu czułam, że się to tak nie skończy łatwo.
Inni zdjęcia: *** coffeebean1Szaszki. ezekh114... bominicniepasujexdRafałek Buduje bluebird11chad pablito21322132... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24