minęły prawie całe wakacje, zostało raptem kilka dni i znów wszyscy wpadniemy w kierat codziennych obowiązków, wstawania żeby postać w porannych korkach, spisywania wszystkich możliwych prac domowych na przerwach. i co się zmieniło przez te dwa miesiące letniej sielanki? niby nic, a jednak sporo. na pewno ilość ludzi, których imiona widnieją na najwyższej półce, moje podejście do wielu spraw. niby w głowie tak samo, a jakby wnętrze przeszło remont, jakby wszystko obróciło się o 180 stopni i wcale nie zamierzało powrócić do starego położenia. w sumie może to dobrze, takich zmian bywało już wiele, już mnóstwo razy wydawało mi się, że dojrzałam, że zupełnie inaczej patrzę na świat, ludzi, wszystko. i za każdym razem mam rację, bo nieustannie małymi krokami dojrzewam, zmieniam się, chociaż gdzieś tam w środku nadal pozostaję małym, bezradnym i bezbronnym pięciolatkiem, który patrząc swoimi naiwnymi oczkami nie widzi wszystkiego. znów, jak co roku.. nie, jak co kilka miesięcy, przyszedł kaprys na milion planów, mniejszych i większych również, postanowień też. i kolejny raz zakładam, że spełnię je w stu procentach, bo jaki sens miałoby moje planowanie gdybym z góry spisywała wszystko albo nawet malutką część na starty? żaden. dlatego zamierzam zrobić wszystko, żeby dotrzymać słowa danego samej sobie, uroczyście oświadczam. huehue.
a tak poza tym to jestem strasznie szczęśliwa, tęsknię za marią i nawet udzieliło mi się od niej pedantyczne sprzątanie pokoju, domu i wszystkiego, wgl pedantyczność. nie wierzę, że to przyznaję! no, koniec smętów bo i tak nikt tego nie czyta, pazerne głupki. :d