Hagera (per procura) blogu ciąg dalszy ;)
Nie ma siły, wszelkie sztuczki tylko za żarcie. A trzeba przyznać, że zje chyba wszystko. Wczoraj okazał się miłośnikiem marchewki - i dobrze, nie trzeba bedzie nosić po kieszeniach karmy ;P
Niestety nie możemy go puścić luzem, bo gdyby uciekł, bez szans, nie złapiemy. Bieganie z nim też bez sensu - człowiekowi wypadają płuca, on dalej stępa, nawet nie kłusem. A pary, widać, nabiera, niebawem zacznie go rozsadzać... No cóż, zobaczymy.
Kupiliśmy obrożę przeciwpchłową, ale drapie się dalej - mam nadzieję, że to nie alergia. W poniedziałek pojedziemy do weterynarza, "przegląd" się przyda, poza tym trzeba go zaszczepić przeciw chorobom wirusowym...
Kochane bydlę z tego Hagera, tylko śliny ma za dużo ;)