zdjęcie z dziś :-) z serii "co się stało z moją twarzą???" fot KarolinaLideroowa.
Dzień jak nie co dzień! Nogi mi wchodzą w d... Jak zwykle przygody... Dopiero do domu wróciłam.
Dziś na początek akcja oborniczek, żeby nie stracić dobrej formy fizycznej. Potem akcja łatania pastuchów na padokach, a więc biegi przełajowe. W międzyczasie wyprowadzanie koni na padoki i sprowadzanie z padoków. Oooo a podczas wyrzucania obornika, jak akurat któremuś koniowi słomą ścieliłam nadszedł mój szef z ojcem Błażejem 8-) który jest jakimś zakonnikiem chyba. Ogólnie sympatyczny straszy gość, tym bardziej fajowy, że wychwalał moją pracę pod niebiosa :-DDD Ale potem nastąpiła rzecz dziwna, bo wykonał zamaszysty ruch ręką, znak krzyża i gadka, że on błogosławi tą stajnię, konie, mnie itd. itd., a na koniec wszyscy tam obecni zaczęli zdrowaśkę odmawiać! Schowałam się za tym ojcem, żeby nie było widać, że ja nie mówię, mehehe. Potem jeszcze szef uraczył mnie wizytą ojca Błażeja w moim mieszkaniu, gdzie gdy obejrzał obrazy i zdjęcia znów udzielił mi błogosławieństwa (zostałam pobłogosławiona dziś 2 razy!!!) i życzył mi (UWAGA) znalezienia chłopa o podobnych do moich zainteresowaniach& Cha cha cha, dobry żarcik i dobrze, że po tym zdrowaśki nie było!
Potem było wielkie sprzątanie w stajni, gniecenie owsa, przenoszenie balotów siana i słomy, zmienianie tabliczek na boksach...
Następnie przyjechała Karolina i pojechałyśmy w rzepak na foteczki. Ona na Liderze, ja na Troi. Mój koń dziś oszalał. Miał takiego nieogara, że nawet 2 sekund w miejscu ustać nie mogła. Robiłam zdjęcia Karolinie trzymając ją za wodze, to cały czas mnie ciągała, ocierała się o mnie, łaziła dookoła&. no nie czuła klimatu. A jak potem się zamieniłyśmy i Karoliną i to ona zrobiła mi parę zdjęć (trzymając Lidera ) to Troja chciała dać upust swojej złości próbując zawieźć mnie do stajni. Ale nie wyszło ;-) W międzyczasie zadzwonił do mnie taki jeden pan, który chce kupić jedną klacz i po rozmowie z nim włożyłam telefon do zakazanej kieszeni- czyli nie do tej w bryczesach z zamkiem a do tej bez zamka w bluzie& Jak już wracałyśmy pięknym słońca zachodem w stronę stajni, to zorientowałam się, że telefonu nie mam ;-//// Karolina też nie miała, zresztą nigdy nie ma ;p Przejechałam się po rzepaku i po mokradełku, ale to jak szukać igły w stogu siana& Jak tylko wróciłam do stajni, dopadłam tel stacjonarnego i zadzwoniłam. Sygnał był, więc tel w mokradle nie utonął. Zrobiłyśmy szybko karmienie i moją czarną opel porschą pomknęłyśmy do Siedlca, gdzie pożyczyłam od mojej mamy tel. Potem porschą z powrotem na rzepakowe pole. Szukałyśmy, szukałyśmy aż znalazłyśmy. Potem stwierdziłam, że lepiej było zgubić telefon niż klucze, bo wtedy DANKE, nie znalazłabym. Ech, no i tak to jest. Dzisiejszy dzień w skrócie. Właśnie zjadłam cały pęczek rzodkiewki. (szparagów nie było )
23 CZERWCA 2015
8 CZERWCA 2015
31 MAJA 2015
25 STYCZNIA 2015
22 STYCZNIA 2015
18 STYCZNIA 2015
15 STYCZNIA 2015
1 STYCZNIA 2015
Wszystkie wpisywiwarta
1 SIERPNIA 2023
absentia
8 MARCA 2022
juleczkakluseczka
5 LIPCA 2020
luhtakka
26 GRUDNIA 2019
arletka01
10 MARCA 2019
txispa
3 PAŹDZIERNIKA 2018
agnifire30
6 LIPCA 2018
libroo
22 MAJA 2018
Wszyscy obserwowani