Tym razem postanawiam dodac pewna historie historie..
Z walkmanem na uszach szła przez ciemne ulice... budynki były wysokie, chodniki bardzo wąskie a latarnie stały w stanowczo za dużych odstępach i oświetlały tylko niewielkie partie drogi... o ile wogóle świeciły. Stawiała krok za krokiem, dociskała podeszwy potężnych butów jak najmocniej do chodnikowej płyty by jakoś odreagować całą złość jaka się w niej kotliła. "Czasami życie jest naprawdę popierdolone.&quo t; - pomyślała i kopnęła kamyk leżący na chodniku. Głowę trzymała spuszczoną w dół by nie patrzeć w oczy ludzi uważających się za lepszych od niej, tylko dla tego że byli bogaci.Wielkie kieszenie workowatych spodni powypychane miała nieudanymi próbami pisania wierszy. Miała talent, jak to powiadał psor od polskiego, lecz nie umiała przełożyć go w słowa. Kopnęła następny kamyk. "Ciekawe czemu mam tak mało przyjaciół?" - szepnęła cicho jakby szukając odpowiedzi u mijających ją ludzi. Nagle zauważyła swojego chłopaka ze znajomymi. "Tak myślałam, on się zabawia a ja się dołuje... super." - takie stwierdzenie przeszło jej przez głowę. Nie miała z nim najlepszych kontaktów. Cały czas się kłócili. On ją olewał... był popularny, lubiany, a ona była tylko jego dodatkiem... i to w zasadzie zupełnie nie potrzebnym. Przeszli koło niej. Niezauważyli jej nawet... ciemne światło latarni nie oświetlało dostarczająco ubranej na czarno postaci. Postanowiła powlec się za nimi i zobaczyć dokąd idą. Szła w pewnej odległości. Weszli do klubu, muzyka dudniła że aż czuło się ją w płucach, a światła reflektorów migały oślepiającym blaskiem. Stanęła w kącie, tak by nikt jej nie zauważył. Chciała podpatrzyć jak zachowują się ludzie z tak zwanej "elity" . Jej facet był w centrum zainteresowania. Bawił się świetnie, cały czas uśmiechnięty tańczył i rozmawiając z kumplami starał się przekrzyczeć dudniącą muzę. Nagle podeszła do niego jakaś laska. On nie sprzeciwiając się wcale zaczął się z nią całować na środku parkietu. "No to już wiem dlaczego nasz związek nie miał przyszłości... tak myślałam." - wiedziała, że już nie ma po co tu stać. Zobaczyła dostatecznie dużo. Ale dlaczego? Czyżby była w czymś gorsza od tej blondyny w spódniczce mini? Była nieśmiała... ale gdyby chcieli na pewno by ją rozkręcili. Wyszła z budynku. Pogłośniła walkmana. Postanowiła iść na spacer. Nie czuła nic, było jej wszystko jedno, czy jutro znowu obudzi się i pójdzie do szkoły. Zastanawiała się nad sensem dalszego istnienia. Nie ma już nic. On był jej całym światem, mimo że nie był dla niej dobry, kochała go. Przemierzając ciemne ulice napotykała dziwne a czasem pełne zawiści spojrzenia ludzi ulicy. Podeszła do pewnego mężczyzny owiniętego w koc. Oddała mu swój portfel. Powiedziała: "I tak mi już nie będzie potrzebny." On uśmiechnął się do niej. Nie powiedział nic. Ten uśmiech ani trochę nie poprawił jej humoru. Pogorszył... była teraz zła. Wściekła. Podeszła do kontenera i kopnęła z całej siły by się wyładować. Nic to nie dało. Szła dalej i nagle nieświadomie doszła do jednego z wyższych budynków w mieście. Było ciemno lecz jeszcze dość wcześnie, więc bez problemu wpuścili ją do wielkiego biurowca. Weszła do pięknie oświetlonego hollu. Marmurowa podłoga... pięknie obite ściany, wszystko czyste i świecące. Tak chciała kiedyś mieszkać, kiedyś kiedy jeszcze miała marzenia. Teraz było jej już wszystko jedno. Podeszła do drzwi windy. Nacisnęła przycisk a ta szybko otworzyła przed nią drzwi. W windzie było lustro, ładne kryształowe lustro. Przejrzała się. Jej długie, kruczo czarne włosy spływały po ramionach. Czarna puchowa kurtka... bagginsy i trapery, a na plecach ciemny plecak z rysunkiem marihuany na tyle. Tak mniej więcej wyglądała. Pominęłam tylko walkmana który ciągle grał na jej uszach. Czemu była zła? Bo nie ubierała się jak każda lepsza? Pewnie dla tego że nie była taka jak wszystkie. Wjechała na ostatnie piętro. Szła korytarzem nie myśląc już o niczym... weszła po schodkach w mały otwór w suficie. Znajdowała się na dachu... C. D. N.