Dzisiaj trochę samolubnie, bo o sobie samej :)
Nie będę ukrywać, że nie miałam nigdy do siebie zbyt dobrego stosunku.
Szereg kompleksów, mniej lub bardziej istotnych zawsze dawał mi się we znaki. Pisałam też kiedyś o tym, jak bardzo przejmowałam się opinią innych - również dlatego, że nie potrafiłam siebie zaakceptować. Jak się czegoś nie lubi - to się to zmienia. Ale niestety... wszelkie próby zmian i poprawy własnego wizerunku (czy też praca nad samą sobą) kończyły się na niczym. I zaczynałam od nowa, za każdym razem z wielką motywację i kończyłam brakiem jakichkolwiek efektów. Ostatnio zrozumiałam, dlaczego. Podchodziłam do tych zmian od złej strony: chciałam efektu szybko, na już. A kiedy mi się nie udawało, złościłam się na samą siebie. I karałam za porażki.
Chyba mądrość i racjonalność przychodzi mi z wiekiem (albo - wraz z tą małą istotką, która uśmiecha się ze zdjęcia), bo zrozumiałam, że nie tędy droga :). Zaakceptowałam siebie, pokochałam z wzajemnością i cieszę się, że jestem sobą, jakkolwiek trywialnie to nie brzmi. I z tej właśnie miłości postanowiłam, że skoro życie ma się tylko jedno, warto przeżyć je sensownie. I o siebie zadbać. Tym razem w sensie pozytywnym.
Wszystkich, których ciekawi moja chęć przemiany, walka z figurą i swoimi słabościami, zapraszam na mojego bloga, który ma mi pomóc wytrwać w postanowieniach:
Będę wdzięczna za każdą motywację i sensowne rady :)
Zauważyłam, że ostatnio jestem cholernie szczera na fotoblogu... Uzewnętrzniam się tu naprawdę w dużym stopniu, mimo że to miejsce publiczne. Lubię pisać, tym bardziej ze świadomością, że tak wiele osób wchodzi, czyta i przejmuje się tym, co mam do powiedzenia. Nawet, jeśli to tylko przemyślenia dotyczące w dużym stopniu mnie i moich najbliższych osób. I cieszę się, że są osoby, które wchodzą tutaj z własnej woli. Wierzcie mi, że to miejsce naprawdę dużo dla mnie znaczy - a wszystkie miłe słowa odnośnie mojego pisania są niesamowicie motywujące i cieszą mnie ogromnie! ;)
Ukryte teksty są tradycją, nie będę tego zmieniać! :D