Czasami jest cholernie ciężko.
Nie ma się co oszukiwać - macierzyństwo to nie tylko idealny czas pełen radości, uśmiechów i cukierkowego szczęścia. A jeśli któraś mama zechce Wam wmówić, że u niej wszytsko jest słodziutkie, łatwe i bezproblemowe, wybaczcie jej. Pewnie zmęczenie tak daje jej się we znaki, że sama nie wie, co mówi :).
Bywają takie dni, że cierpliwość jest na granicach wytrzymałości. Dni, w których nic zdaje się nie uspokajać maleństwa, w domu piętrzy się stos rzeczy, które od dawna czekają na ogarnięcie a zmęczenie jest tak wielkie, że na nic nie ma się siły. Dobra ma 24 godziny a trwa jakby dosłownie chwilę i na wszystko brakuje czasu. Ucieka gdzieś ta radość i cieszenie się każdą chwilą. Marzenie jest jedno - wreszcie się położyć i odpocząć. A tu, jak na złość, przeciwieństwa chodzą parami.
Mnie wystarczy wtedy świadomość, że gorsze dni też się zdarzają. Że będą co jakiś czas się pojawiać i jedyne, co można zrobić, to je przeczekać. Trzeba to zaakceptować. Proste, ale bardzo skuteczne. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość, gorsza chwila przejdzie do historii w mgnieniu oka i znów dni będą przepełnione szczęściem.
I powiem szczerze, że po takich wieczorach, kiedy usypianie Amelii zajmuje mi dużo więcej czasu i sił, bardziej doceniam jej spokojny sen. I patrzenie na jej uśmiechniętą buźkę jest mi w stanie wynagrodzić wszystkie wcześniejsze wyrzeczenia. Zmęczenie odchodzi jak ręką odjął - to chyba najbardziej relaksująca sytuacja, jaka może zdarzyć się w życiu :).
Jest prawie dwunasta... dlaczego jeszcze nie śpię?