Bywało różnie.
Obok optymistycznych dni, były też chwile zwątpienia w siebie, w otoczenie, we wszystko co kiedykolwiek nadawało życiu sens. Mnóstwo przepłakanych nocy z powodu nieodwzajemnienia zauroczeń czy też z powodu tego, jak mnie te nieodwzajemnione zauroczenia traktowały. I upokorzenia z tym związane. Chwile, w których poważnie zastanawiałam się nad tym, czy w ogóle dam sobie radę podnieść się z tego emocjonalnego dołka. Bo faktycznie, nie widziałam szans na żadne zmiany. Wydawało mi się, w tamtych chwilach byłam tego pewna, że nigdy już nie będzie dobrze.. Bo odwracały się ode mnie osoby, którym ufałam. Bo dawałam naiwnie się wykorzystać osobom, które nigdy nie były tego warte i sama na siebie ściągałam kolejne załamania. Bo żadne moje marzenia czy pragnienia nie były spełniane.
Pomyślicie sobie - okej, ale po cholerę pisać o tym, jak kiedyś było źle i upubliczniać swoje emocje w internecie? Bo tamte dni minęły! Bo po tych wszystkich okropnych sytuacjach trafiłam na najwłaściwszą osobę, zakochałam się do szaleństwa w mężczyźnie, który mnie szanuje, kocha i robi wszystko dla mnie i dla naszego jeszcze nienarodzonego dziecka. Gdyby mi ktoś w tmatych ciemnych dniach powiedział, jak bardzo będę kiedyś szczęśliwa, zwyczajnie bym go wyśmiała.
W tym jest puenta - niezależnie od tego, jak jest ciężko, to minie. Pewnego dnia. Może nie zaraz, może trochę to potrwa i parę kolejnych tygodni będzie trzeba przecierpieć. Ale w końcu wszystko ułoży się ładnie i samo wspomnienie o jakiś problemach z przeszłości będzie tak mgliste, że aż trudno będzie w nie uwierzyć.
Nauczyłam się dzięki temu, żeby nigdy, nigdy się nie poddawać i nie tracić wiary. Choćby wydawało się, że to koniec świata - to dopiero początek! Możecie wierzyć mi na słowo, bo doczekałam się swojego momentu. I na całe szczęście nie jest to żaden "happy end", bo nic się nie kończy - wręcz przeciwnie, czeka mnie tak dużo, że myślenie o tym sprawia mi niesamowitą radość :).
To ile jest osób, które zaznaczają moje teksty, bo zawsze ukrywam jakieś dodatkowe wpisy na biało? Przyznawać się! :D