Nie mogę znaleźć złotego środka. Idealnego miejsca na tej osi liczb, ciągnących się od osiemdziesięciu pięcu do... zera. A może posunę się za daleko i wyjąduje poza nimi, a nawet na minusie? Staram się wszystko odpowiednio wyważyć, sprawdzić, policzyć, a jednak... Na wyrost nie umiem zrobić nic. Zostaje mi jedynie czekać, pilnować wszystkiego, by się przypadkiem nie rozpadło i zatrzymać to koło w odpowiednim momencie.
Dwie osoby mogą być jako jedna, chociażby w irracjonalnym śnie. Problem tworzy się wtedy, kiedy ani jednej, ani drugiej z tych osób nie chcielibyśmy widzieć w takiej sytuacji. Miałam to idiotyczne odczucie, a jednak nie umiem dopasować go do żadnej z tych osób, a co więcej, do żadnej tak naprawdę nie będę miała okazji, z własnego, równie idiotycznego co sytuacja, wyboru. Choć, z dwojga złego... Nie, tu nie ma zła, jest tylko fakt. A nawet nie fakt, a jedynie hipoteza, przeczucie, złe przeczucie.
Potrzebuję wakacji, fryzjera, seansu ze "Śniadaniem u Tiffany'ego", albo "Całkowitym Zaćmieniem" i nowej pary butów.
A jutro Juwenalia, amen. Na ten ból w środku naprawdę pomaga szklanka wody. Albo dwie. Albo cała butelka, w końcu człowiek przestaje o tym myśleć i skupia się na tym, że ta woda zaraz się z niego wyleje z każdej strony.
"...ona się tylko uśmiechnęła. Znasz ten uśmiech? On oznacza: "W ogóle mnie nie znasz. I nigdy nie poznasz." To jest rodzaj magii. Jest taka dobra w ukrywaniu rzeczy i chowaniu, unikaniu. Ale ja ją znam. I wiem, że ma tyle miłości w swoim sercu, że na samą myśl, żeby ją wypuścić, pokazać swoje karty, jest przerażona na śmierć."
Zastanawiam się, czy nic nie rozumiesz, bo jesteś facetem, czy udajesz, że nie rozumiesz, żeby nie komplikować sobie życia.