Jasna cholera, dochodzę do wniosku, że lepiej jest nie wiedzieć. To, kurwa, potrafi zmienić nawet najdrobniejsze szczegóły sprawy, niewiedza jest bezpieczniejsza, szczególnie w tym przypadku.
Ugryzła mnie wczoraj osa. Chciała mnie chyba zatrzymać w tym mieście.
Zastanawiam się, czy tylko ja mam tak, że jeśli coś mnie naprawdę wciągnie, to skupiam się na tym jak dziecko, nad nową zabawką. Wnikliwie, całkowicie, potrafię wiele stracić, a jednocześnie mam świadomość, że w tym wypadku to nie ma najmniejszego sensu. Potrzebuję papierosów i wody. Zero ludzi i Let me Cry w głośnikach osiemset razy. Drażni mnie to, że w tym wypadku ja nie gram. To pieprzone stworzenie nie jest wyreżyserowane, wykreowane, ten przygłupi, słodki idiota dostał sto procent mojego charakteru. "Zabiłam Zaratustrę". Taak, znowu oglądam "The L Word".
Nie przywiążesz mnie, Kochanie. Nie będę brała za Ciebie odpowiedzialności, nie będę Cię niańczyła. Nie ma mowy, nie dam się w to wplątać. Już nie.
Uciekam do "Alicji w Krainie Czarów". Tak, jak zwykle.
- Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? - mówiła dalej.
- To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść - odparł Kot-Dziwak.
- Właściwie wszystko mi jedno.
- W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.
- Chciałabym tylko dostać się dokądś - dodała Alicja w formie wyjaśnienia.
- Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.