uważam, że krążymy po świecie jedynie dlatego, by w końcu z niego zniknąć i nikt nie będzie za nami płakał. uważam, że cała ta wędrówka nie ma sensu, wiedząc, że w końcu się zakończy, prawopodobnie przed powrotem do miejsca wyjścia. bo nikt już do miejsca wyjścia nie wróci, będzie kręcił się dookoła tego miejsca, ale nie będzie umiał do niego trafić, jeśli już z niego odejdzie.
taka moja mała, pokręcona refleksja, naszła mnie nagle.
uważam też, że ludzie otaczający nas przemijają razem z miejscami, które opuszczamy. uważam, że jeśli opuszczamy miejsce, opuszczają nas i ludzie. dlaczego więc tak się do nich przywiązujemy? dlatego, że lubimy czuć przywiązanie, lubimy czuć cokolwiek.
i przperaszam za mój krzywy pogląd na świat, taki już mam.
"jako młody filozof pragnę stwierdzić..." <lol2> ;d(wybaczcie, musiałam.)
melancholijnie dziś i Still Crazy Nutiniego w głośnikach.