Czytam teraz taka jedna ksiazke. "W dżungli życia" Beaty Pawlikowskiej jest bardzo fajna ksiazka dajaca do myslenia. Mam ja od 5 klasy sp i przeczytalam ja wtedy do polowy, ale niestety nic nie zapamietalam i nie zrozumialam wiec do niej teraz wrocilam. Okazuje sie ze czytajac ja czuje sie jakby to bylo pisane o mnie. Dzisiaj taki cytat apropo mojego nastroju.
Beata Pawlikowska "W dżungli życia"
Samotność.
Bylam samotna. Nie brakowalo ludzi dookola, ale samotnosc to dziwnie dlawiace uczucie nieprzynaleznosci, wyobcowania i odrzucenia. To poczucie przerazliwego smutku, ktory czai sie na dnie serca i czasem rozlewa sie po calym ciele jak choroba. W ksiazce "Wielka rzeka" napisalam wtedy:
Nawet jesli masz serce bardzo nie wielkie, moze w sobie pomiescic przeogromny smutek. Samotnosc jest wielka jak dzien. Bo gdy wszystkie Twoje tkliwe struny sa zamkniete w jednej melodii, jestes jak natchniony instrument w orkiestrze. A kiedy nagle orkiestra odchodzi, zapada cisza i zadne Twoje dzwieki nie moga sie do niej dostroic.
Niektorzy ludzie rodza sie samotni. To nieuleczalna choroba, ktora pustoszy ich wnetrza, wiec przez cale zycie probuja te pustke czyms wypelnic - nauka, praca, miloscia, sztuka; siegaja coraz wyzej, ida coraz dalej, zeby zagluszyc czyms sile trwajaca w srodku; i w koncu, gdy stana zmeczeni, dopada ich samotnosc, ktora nie jest niczym wiecej niz przerazliwym bolem duszy. To krzyk, ktorego nikt nie uslyszy, jak toniecie posrodku oceanu, jak doswiadczanie raz po raz czegos nieodwracalnego, tragicznego, ostatecznego, czegos, co nie moze istniec w swiecie, bo musi zamieszkac w czlowieku i trawic go jak powracajaca goraczka.
Poprostu bądź < --- klik