Dzis po pierwszym dniu w pracy. Bylo milo. Balam sie ale okazalo sie, ze calkiem niepotrzebnie.
Mam to dziwne uczucie w srodku. Moje zycie biegnie w jakims kierunku...Moje cialo zyje...Inni gdzies biegna, ku jakiemus celowi, sa obecni w swoich zyciach, a nawet nim dowodza, kieruja... Ja zas stoje w miejscu. Jak to male, zagubione dziecko na targu pelnym ludzi, ktore nie moze znalezc rodzicow. Gdzie to wszystko tak gna? Gdzie jestem ja? Nie moge sie odnalezc. Nawet we wlasnym domu juz nie czuje sie swojo. Nigdzie nie czuje sie swojo... Czasami tylko czuje sie bezpiecznie... Bezpiecznie nie dla tego, ze nie czuje zagrozenia fizycznego. Chodzi mi raczej o bezpieczne bycie soba. O swiadomosc i poczucie akceptacji. Bezgranicznej akceptacji i milosci, ktora czasami czuje sie przy wybranych osobach. Teraz czuje sie tylko tak przy moim bracie i drugiej polowie mojego serca. Brat jakby zaczal mnie rozumiec i sluchac, choc do tej pory byl tylko humorzastym mlodszym bratem z ktorym nie szlo sie dogadac... Zniknelam. Po kilku dniach wrocilam i odnalazlam czlowieka, ktory rozumie mnie jak nikt inny. Ktory wie, ze jedynym sposbem abym nie popadla calkowicie w jakis beznadziejny stan psychiczny jest doprowadzanie mnie do smiechu, wymyslanie razem jakis glupot i okazanie zrozumienia- bez zbednych slow.
Druga, meska czesc mojej duszy i serca, sprawia, ze czuje w swoim zyciu spokoj. Dzieki niemu zawsze potrafie go odnalezc. Moja dusza sie gubi... Jego zas, zawsze jest w tym samym miejscu i nie wydaje sie, zeby miala sie gdzies wybrac. Te dwie dusze w poloczeniu tworza stan idealny. Oaze. On jest jak latarnia morska, ktora wskazuje mi droge do portu niczym statkowi, ktory zgubil droge do domu...Ktorego wszelkie radary przestaly dzialac. Co bylo bylo bez tych ludzi 'latarni'? Moze to co teraz pisze, to belkot niedoswiadczonej zyciowo dziewczyny, ktora troche nie radzi sobie z nabieraniem doswiadczenia... Ale pomaga mi to. Wypisujac sie czuje ulge lecz smieszy mnie to, ze nikt tego nie przeczyta, procz mnie. Tak jakbym pisala to wszystko...Wlasciwie jakby ta zagubiona dusza to wszystko pisala, by poinformowac mnie, ktora zyje w tej rzeczywistosci o tym jak czuje sie naprawde. Czyli suma sumarum napisalam sama sobie wiadomosc, bym sama mogla sie zrozumiec... Bo czasami nie umiem. Moze po prostu nie poswiecam wystarczajaco duzo czasu na to by sie posluchac? Dziwnie mi. Czuje dziwna potrzebe ciepla, zrozumienia, nie tyle akceptacji co doceniana za to co robie, a raczej jaka jestem. Musze odnalezc dom. Moj stary dom. Musze odnalezc duchowy spokoj. Musze odnalezc siebie.
Inni zdjęcia: Logistyka pamietnikpotwora1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24