najgorzej
nowy rok, nowe problemy
staram się spojrzeć na wszystko nieco pozytywniej, zmienić coś, spróbować, ale się kurwa nie da
zawsze wychodzi chujowo i ja już chyba tego nie rozumiem... bo ile można?
coraz częściej czuję się jakaś taka aspołeczna, niby przebywam wśród ludzi, niby dobrze się z nimi dogaduję, można powiedzieć, że jestem nawet całkiem towarzyska, ale jakoś nie bardzo mogę się odnaleźć, nie potrafię zrozumieć...
do piątku wystawienie ocen, a ja jestem w dupie z matmą i maturą, tak pięknie <3
ktoś patrzący obok mógłby stwierdzić, że może ja lubię wmawiać sobie, że jest źle i cierpieć, nie lubię :)
" my nie mamy wpływu na życie, życie na nas ma wpływ "
ostatnio przeglądałam moje stare wpisy, gdzieś na jakichś blogach, jeszcze z czasów gimbazy, uznałam, że byłam nieźle popierdolona, ale miałam też w sobie taką ogromną nadzieję, chęci, motywację, ciągle się uśmiechałam, tak wiele się działo, tyle dziwnych sytuacji, których nie ogarniałam, a teraz widzę jedynie rutynę, melanchujnię i jakoś nie mam wiary w to, że serio się ułoży...
chyba nie chciałabym się cofnąć do tamtych czasów, a już na pewno nie do tamtego poziomu intelektu >.<, ale czasem tęsknię za brakiem tej monotonii
wczorajszy dzień był chujowy, ale dziś piąteczek, wyśpię się, a wieczorem nocka u mnie, powtórka sylwestra? hahaha boże nie XD
nie przeżyję, ale chyba pora zakończyć detoks przez wpływy wyższe
niedługo na 19stkę, huhu jesteśmy tacy starzy
tak bardzo chcę już czerwiec, żeby było po wszystkim, albo lipiec, chcę już wiedzieć, no i nawet jak wtedy okaże się, że nic z tego, to będę już wiedziała na czym stoję
plan trzeba wdrożyć w życie, nie wiem czy się uda, nie wiem czy to coś pomoże, ale jeśli nie będę próbowała do czegoś dążyć to po co żyć?