wiecie co? mam tego dość. może i podjęłam najgorszą decyzję w moim życiu, może i teraz cholernie cierpię, ale wiem, że z czasem przywyknę do tego samopoczucia i wyjdzie mi to na lepsze. przynajmniej raz w życiu pomyślę sama o sobie, chociaż ten jeden raz.
i co z tego, że w momencie kiedy potrzebuję wsparcia drugiej osoby, albo po prostu jakiegokolwiek zainteresowania, bliskości, to właściwie nikogo nie ma? a na pewno niogo z tych, którzy powinni być. no ale mniejsza. przecież ja nic nie czuję i mam wszystko w dupie, a moje łzy nie mają znaczenia, prawda moja droga?*
przynajmniej jedno jest pocieszające. jutro koncert simple plan'u. ;**
*ten, do kogo te słowa są skierowane dobrze wie o co chodzi, tyle.