ciężko było mi usunąć to wszystko co tu zamieściłam,troszkę czasu jednak tu poświęciłam, jakoś dziwnie mi...ale na dzień dzisiejszy endo finito mojej egzystencji tutaj.
chciałam po części przekazywać co nie co pewnej bardzo ważnej mi osobie...ale na chwilę obecna nie wiem czy jakiekolwiek pierdolenie z mojej strony ma w ogóle jakikolwiek sens...
wiem,zbyt wiele spieprzyłam by móc teraz cokolwiek naprawiać.czy mam rację?
człowiek jest bardzo skomplikowanie skonstruowany,ja przynajmniej cholernie bardzo.sama siebie nie pojmuję,więc jak ktoś może mnie zrozumieć.
zamiast myśleć o sobie i Tobie Mess przede wszystkim,ja jak taka głupia pocieszycielka uszczęśliwiam innych,najgorzej na tym wychodząc.
a to przez to,że ulegam głupim kłamstwom, przerażającym słowom, SZANTAŻOM chyba najbardziej.
ktoś wyczuł mój słabiutki punkt,najsłabszy...i to wykorzystuje a ja naiwnie ulegam w strachu:/
żyję cichą nadzieją,że niedługo, że znowu, że sobie poradzę...echhh ale gdybym wiedziała,że Ty...nie no,chyba nie wiem na co ja liczę w ogóle.
nie będę pisała o swoich uczuciach tutaj,wolałabym o tym powiedzieć.tylko czy mi się to uda.
dzięki ludziska,że miałam okazję Was wszystkich poznać:) trzymta się i walczcie o swoje,uwolnijcie czasem z siebie wewnętrznego egoistę.
póki co spadam stąd.może wrócę może nie.
mess in my mind.
na zawsze Ty.
"tak często Cię widzę...
choć tak rzadko spotykam...
smaku Twego nie znam,
choć tak często Cię mam...
na końcu języka..."
:(