Skłon do tyłu, dwadzieścia lat. Zegar bez wskazówek.
Mam za mało odwagi, żeby przeżyć dany mi czas, tak jak bym tego chciała.
Mam za mało odwagi, żeby odciąć się od tego, co zgniata mnie codziennie i nie pozwala oddychać.
To takie irytujące i męczące być ciągle pośród chwil niepełnych i rzeczy niekompletnych. Wszędzie rysy, błędy, niezupełność i niedostateczność. Czegoś brak, czegoś brak, czegoś brak. Kogoś?
A może wszystko jest takie jak powinno, a we mnie jest za mało?
Jakbym nigdzie nie pasowała.
A próby poprawiania i dostrajania się znikają niezauważenie jakby nigdy ich nie było.