Cz.1 https://www.youtube.com/watch?v=PKTqg5lAHBY
- Hej, zaczekaj. Odwrócił się powoli, z uśmiechem, w jakiś cholernie zaczarowany sposób i nie mogła oderwać od niego wzroku. Błyski w oczach raziły ją niemiłosiernie. Zabrakło jej tchu. Nie... nie płacz... nie płacz przy nim... - Posłuchaj... - zaczęła, ale głos jej zamarł. - możesz odpowiedzieć mi na jedno pytanie? Jedno, które dręczy mnie od zawsze. Jedno, które kłuje jak kolec, jednak nie da się go wyciągnąć. Krótkie, zwięzłe, lecz jakże nieobliczalne. Którego odpowiedź jest dla mnie nieosiągalna. Możesz..? Kiwnął głową wyraźnie zaskoczony. Wzięła głęboki oddech, lecz wiedziała, że zaraz wszystko w niej wybuchnie. - Dlaczego..? - wyszeptała. - dlaczego nawet nie dałeś mi szansy..? Dlaczego zachowujesz się jak jakiś piee...przony sukinsyn i uciekasz, depczesz mnie z premedytacją..? Co ja ci takiego zrobiłam, że traktujesz mnie jak zabawkę? Łzy popłynęły same, nieproszone. Zgięła się w pół z bólu, bólu, którego nic nie potrafiło opisać. Dygotała, szlochała coraz mocniej, ale żadne męskie ramię jej nie przytuliło, żadne męskie słowo nie uciszyło tak głośnego żalu, który wybuchł niczym wulkan. Odważyła się w końcu spojrzeć na niego, by zobaczyć jego reakcję, żeby choć przez chwilę dojrzeć odrobinę smutku na jego anielskiej twarzy, zarys łez w kryształowo niebieskiech oczach. Ale on stał i uśmiechał się bezczelnie. A potem odwrócił się i odszedł, tak po prostu, w stronę zachodzącego słońca, przebijającego się przez mury miasta. Ryk wściekłości, zaskoczenia i smutku poderwał siedzące na gałęziach drzew ptaki. Samochody jechały dalej niewzruszone. Ludzie szli z zakupami do domu. Dzieci bawiły się na placu zabaw. A jej nie było. Pękła i rozkruszyła się na drobne kawałeczki. Patrzyła, jak Mark odchodzi lekkim krokiem, jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło... - Ej, obudź się. Otworzyła oczy. Była w swoim pokoju. Na stoliku nocnym paliła się lampka. Koszulka była przepocona, a twarz i włosy wilgotne od płaczu. Inez siedziała obok z zatroskaną miną. - Lily... znowu? Znowu ci się śnił? Nie mogła odpowiedzieć, ale wiedziała, że odpowiedź można wyczytać z jej twarzy. Złapała poduszkę i zakryła swoją twarz, by zagłuszyć wewnętrzny ból, który odrodził się ponownie. - Ja już nie mam siły...! - załkała Lily. - on mi się śni co noc! jak ja mam dalej żyć? Inez! Inez, powiedz mi, błagam..! Ale Inez nie odpowiedziała, tylko odciągnęła poduszkę i przytuliła mocno Lily. Ta szlochała coraz głośniej, wpijając paznokcie w plecy koleżanki. - ciiiii... uspokój się... Wszystko się ułoży, zobaczysz... Lily odskoczyła od niej jak oparzona. - Inez, nie denerwuj mnie - powiedziała stanowczo. - Powtarzasz mi to w kółko już od listopada. Jest lipiec i nic się nie zmieniło. Rozumiesz? Nic! Codziennie czekam jak na jakiś cud, żeby cokolwiek mi się udało! To jest chore! Tu nie chodzi tylko o... o... Marka... nic mi się nie udaje..! Wiesz... wiesz jaki to ból? Spojrzała w jej czarne oczy. Inez nie potrafiła jej pocieszyć, czuła się całkowicie bezradna. Spuściła wzrok i w jej oczach pojawiły się łzy. - Lily, chciałabym ci pomóc. Po to tu jestem. Wiem, że jest ci ciężko... ale to minie. Raz na wozie, raz pod wozem... Jeszcze się będziesz z tego śmiała... - Mam cię nagrać? - warknęła Lily. - Powtarzasz tę samą kwestię już od kilku dobrych tygodni. Może zmienisz w końcu płytę i powiesz coś bardziej sensownego, co? Bo to już mi nie pomaga. Straciłam wiarę całkowicie w cokolwiek dobrego. Odwróciła się i ułożyła do snu. Inez patrzyła na nią wściekła, ale powstrzymała się od ciętej riposty. Zgasiła światło, a zamykając drzwi dostrzegła, że Lily płacze. Framboise
CDN.