Kamil i Paulina, czyli ludzie stworzeni po to by kochać się wzajemnie... <3
https://www.youtube.com/watch?v=fZly12eGpNA&index=3&list=PLwBOGnBdigkEu7XIuUKh_6TRyL1d2Q33S
Długo rozmyślałam o tym, czy podzielić się z Wami naszą historią poznania się. A więc zacznę może od początku. Po ukończeniu szkoły w zeszłym roku wyjechałam do Stanów na 3miesiące. Miałam możliwość zostania tam. W między czasie dla zabicia czasu będąc za oceanem, założyłam profil na pewnym portalu. Poznałam tam kilku ciekawych ludzi a wśród nich był on-moja miłość. Nie zakładałam, że z którymś poznanym chłopakiem na tej stronie połączy mnie coś więcej. Wróciłam do Polski po 3miesiącach z racji, że był to grudzień a więc zbliżały się Święta. Rodzinka była bardzo stęskniona i chcieli, bym jeszcze do nich przyjechała. Pomyślałam, że to dobry pomysł wrócić bo zostanie w USA wiązałoby się z tym, że niewiadomo kiedy wróciłabym do Polski. Więc wróciłam i nadal pisałam z chłopakiem którego poznałam na portalu -z Kamilem. Widać było, że jest wyraźnie mną zainteresowany. Jednak był mały problem. Moim planem było to, że za jakiś czas, pakuję się i wracam w okresie wakacji do Stanów i próbuję tam ułożyć sobie życie. Los jednak chciał troszkę inaczej. Gdy nadeszły Święta, Kamil zaproponował spotkanie. Wiedział, że wróciłam na nie do Polski. Dodam, że on też przyjechał do ojczystego kraju właśnie z tego powodu. Chłopak którego poznałam w sieci jest Polakiem jednak od kilku lat mieszka za granicą w Irlandii. Gdy przeczytałam od niego wiadomość na temat spotkania, że może do mnie przyjechać na kilka dni aż mnie zamurowało tym bardziej, że ja mieszkam na Śląsku a on w okolicach Gdańska. Jest to cała Polska do pokonania. Myślałam, że żartuje... ale nie ukrywam bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało i pisząc z nim nie myślałam w ogóle o tamtym idiocie dla którego byłam w stanie poświęcić wiele. Zgodziłam się więc na spotkanie jednak nadal nie było to dla mnie zbyt realne, żeby chłopak przejechał dla nieznanej dziewczyny całą Polskę tylko po to by ją poznać i porozmawiać w cztery oczy. Umówiliśmy się na 1stycznia.
Pierwszy raz usłyszałam jego głos przez telefon gdy zadzwonił do mnie w Sylwestra o godzinie 00:00 z życzeniami. Dodał na końcu: idę właśnie spać bo za parę godzin wstaję i jadę do Ciebie. W mojej głowie była jedna myśl - ,,kurde, serio jutro przyjedzie. Teraz nie mam wyjścia muszę się z nim spotkać." Rano a właściwie w południe po zabawie sylwestrowej kiedy wstałam dostałam od niego zdjęcie z hotelu który znajduje się w moim mieście oraz wiadomością ,,jestem już na miejscu". Po prostu nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Ja odsypiałam zabawę a jakiś obcy koleś jechał do mnie z drugiego końca Polski. Pamiętam jak dziś, w dzień spotkania chciałam się wycofać, wstydziłam się ale z drugiej strony nie mogłabym tego zrobić. Nie umiałabym tak kogoś wystawić. Stwierdziłam- poznać zawsze się można, nic nie tracę. I teraz wiem że nie straciłam a zyskałam. Oprowadziłam go po moim mieście, pochodziliśmy po centrach handlowych, wybraliśmy się do kina a w ostatni, 3dzień bo na tyle do mnie przyjechał, pojechaliśmy w góry do Wisły a po powrocie zaprosiłam go do siebie. Te dni spędzone razem były świetne, choć nie przypuszczałam jeszcze wtedy że coś z tego będzie tym bardziej, że na dniach miał wracać do siebie do swojego codziennego życia w Irlandii. Po jego smsach i tym co mówił, wiedziałam, że chciałby czegoś więcej jednak ja tu a on tam? Ciężko by nam tak było. Zresztą ja miałam swój wielki plan na życie-Stany.
Wiedział o nim bardzo dobrze. Pytał również, czy ja go odwiedzę za jakiś miesiąc tym razem u niego w Irlandii. Oczywiście mówiłam, że nie i nie, że za słabo się znamy itd. A po tygodniu napisał mi wiadomość, że skoro ja nie chcę przylecieć to on przyleci. Mama podsunęła mi pomysł, żeby od razu przyleciał do Katowic to się go odbierze z lotniska bo po co chłopak ma znów pokonywać autem całą Polskę. Tak więc było postanowione. Potem wymyśliliśmy, że mamcia pożyczy nam auto i możemy sobie gdzieś pojechać dalej, na np. 2 dni. Kamil był jak najbardziej za tym pomysłem ja w sumie też. Zaplanowaliśmy Kraków na 2dni. Kilka dni przed jego przylotem, zapytał, czy moja mama będzie mogła nam pożyczyć auto nie na 2 lecz na 3dni do Krakowa bo tak się złożyło, że na 3dzień ma umówioną rozmowę w konsulacie dotyczącą wizy do USA. Aż mnie zamurowało, że wziął to sobie na poważnie...ten cały mój wyjazd do Stanów. Nie wierzyłam w to wszystko co się dzieje. To było dla mnie niemożliwe. A jednak... Kamil miał przylecieć w południe 14lutego. Rano o 8 facet mamy wszedł mi do pokoju, budząc mnie i mówiąc: ,,to dla ciebie". Dał mi bukiet róż od Kamila. Nie mogłam się doczekać aż pojedziemy po niego z mamą na lotnisko i kiedy wyruszymy we dwójkę do Krakowa. Przyznam że te 3dni z nim, były fantastyczne, zleciały bardzo szybko no i.... od jego przylotu zaczęliśmy być razem. Potem miał rozmowę w konsulacie, która zakończyła się pomyślnie. Dostał wizę z czego bardzo się cieszyliśmy. Wracając z Krakowa zajechaliśmy do mnie tylko po jego rzeczy i od razu trzeba było go odwieźć na lotnisko. I tym razem już mi nie chciał podarować, powiedział, że za 3 max 4 tygodnie widzi mnie u siebie. Początkowy plan był taki, że polecę do niego na tydzień ewentualnie dwa. Chciałam też w przed stanami lecieć do Irlandii tyle że do innej miejscowości gdzie mam ojca. Chciałam zarobić sobie na bilet do USA. Ustaliliśmy więc, że nie ma sensu lecieć do niego na tydzień czy nawet te dwa, wrócić do Polski i co? Znów za tydzień lecieć do pracy do taty? Bo z pracą gdzie mieszka mój ojciec nic nie było wiadomo kiedy ona będzie. Wyszło tak, że Kaml kupił mi bilet w jedną stronę. Miałam pobyć u niego trochę a potem przenieść się do ojca i tam pójść do pracy. Uważałam, że to i tak dobre rozwiązanie, lepsze dzielące nas 40km niż ponad 2000. Po wspólnch dwóch tygodniach spędzonych w Irlandii nie umieliśmy już odstąpić siebie na krok ciężko wiec byłoby mi nagle go opuścić. Kamil i jego tata wiele mi pomogli... prawie stawali na głowie by pomóc znaleźć mi pracę w mieście w którym mieszkają. Po miesiącu starania, szukania pracy przez znajomych znajomych, udało się coś dla mnie zneleźć. Mój ojciec chyba wolałby bym była u niego, przekonywał mnie, że u niego w firmie więcej bym zarobiła itd no ale jestem dorosła i to moje życie i jak chcę to tak będę miała. Miłość była silniejsza, za bardzo się przywiązaliśmy do siebie. Nie wyobrażaliśmy sobie, by nie zasypiać i budzić się obok siebie czy widywać się tylko raz w tygodniu bo na więcej, nie pozwalałaby nam praca. Tak więc zostałam z nim, pracuję, nie narzekam... może nie zarabiam ,,kokosów" ale mam to co najważniejsze obok siebie-Jego. Ktoś mógłby pomyśleć: Głupia... poleciała do w sumie nieznanego chłopaka. Dla mnie to było dość szalone ale czułam, że to między nami to będzie coś nie trwające chwilę. Może nie jesteśmy ze sobą długo ale bardzo dobrze się rozumiemy, dogadujemy a przede wszystkim bardzo się kochamy. Teraz stoi przed nami ważna decyzja... pozostać tu czy lecieć do kraju marzeń wielu osób i spróbować innego, nowego życia z dala od najbliższych oraz podjąć się nieznanego. Na dzień dzisiejszy na pewno odwiedzimy USA, bo wykupiliśmy sobie wycieczkę. Chcemy zobaczyć jakieś ciekawe miejsca. A czy spróbujemy żyć tam, czy wrócimy do Irlandii, okaże się na miejscu gdy już tam będziemy.
Paulina @enjoyinglife95! :*