http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=AgN2aEE1RbY#
Część 4
-Zboczeniec-rzuciła -Haha, jednak nieśmiała. Lubię takie. Mrau-wybuchnął śmiechem-testowałem cię i cieszę się, że tak zareagowałaś. Masz do siebie szacunek. Teraz to dość rzadko spotykana cecha. Nie gniewaj się
-Nie będę się gniewać tylko i wyłącznie ze względu, że mam u ciebie dług za dzisiejszą noc.
-Och, jakaż ty łaskawa, o panno miłościwa-odparł teatralnym głosem -Czemu ty z wszystkiego żartujesz?
-Nie prawda, nie z wszystkiego. Ale lubię się śmiać i być niepoważny. Kiedyś trzeba
-A kiedy jesteś poważny, z czego nie żartujesz? -To już drugie pytanie, odpowiem, ale potem i mi przysługują dwa. Jestem poważny gdy mi na czymś lub na kimś zależy.Ach, i no...poważny muszę być na uczelni. Sztywniactwo to chyba cecha wszystkich lekarzy. O nie! Stanę się starym, oziębłym typem mieszkającym z kotem- uwaga ta, wielce rozbawiła Mary -A co do pytań-ciągnął Robb- ładny dom, kim z zawodu są twoi rodzice? I kim ty pragniesz być w przyszłości? -Moi rodzice?Mama jest prawnikiem, tata architektem. A drugie pytanie...ciężko powiedzieć, ale jednego jestem pewna. W przyszłości chcę być człowiekiem. Z ludzkimi uczuciami i odruchami. A nie, oziębłą kobietą, nie mającą krzty litości i empatii. -To bardzo dojrzały cel, nie myślałaś by iść w ślady rodziców? -Nie bardzo, choć nie ukrywają, że oni bardzo by tego chcieli.
-Masz dobry kontakt z rodzicami? -Które to już pytanie?-zdziwiła się Mary, zauważając dociekliwość Roba
-Odpowiedz-powiedział to z tym swoim wspaniałym, nonszalanckim uśmiechem. Czuła się wtedy jakby rzucał na nią coś w rodzaju uroku, dzięki czemu robiła wszystko czego on zapragnie.
-Tak-skłamała. Jej relacje z rodzicami ograniczały się tylko do rozmów przekroju "Jak w szkole?Mam nadzieję, że dobrze." Rodzice zwracali na nią niezbyt wielką uwagę, ale bardzo wiele od niej wymagali. Dostawała wszystkie najnowsze sprzęty, pieniądze na ubrania i inne wydatki. Ale nigdy nie dostawała od nich chwili rozmowy, zrozumienia, czułości. -Mógłbym cię o coś prosić Mario? -Słucham? O co chodzi? -Graj fair, odpowiadamy szczerze-odparł to z lekkim zmartwieniem -Dlaczego sądzisz, że kłamię?-otępiała tym, skąd wie, że kłamie. Nie umiała wymyślić czegoś bardziej sensownego -Jak już ci dziś mówiłem, jesteś rozkoszna gdy śpisz
-To może zacznijmy od tego, co gadałam przez sen? A tak w ogóle, to skąd miałeś mój adres? Nie podałam ci przecież-wyrzuciła z siebie, co zabrzmiało o wiele niemilej niżeli miało.
-Gdy dzwoniliśmy do twoich rodziców, to podali nam adres. Twoje gadanie przez sen jest bardzo niespójne, ale mówiłaś o rodzicach, o szkole, o Elce i o jakimś Kubie-zamarła. Kuba, jej pierwszy i jak na razie ostatni chłopak. Wielka miłość, która zakończyła się tym, że przyłapała go na całowaniu się z inną. Długo nie mogła o nim zapomnieć, była w stanie nawet wrócić do niego, gdyby nie Ellie. Kochana Ellie, która przemówiła jej do rozsądku. Czemu akurat o Kubie mówiła przez sen, skoro to już dawno nieaktualne?
-Kuba to twój chłopak?-wyrwał ją z zadumy Robert -BYŁY chłopak-uściśliła -Ale myślisz o nim, chyba dużo z tego co widzę -A ty nie myślisz o swoich byłych? -Ja nie mam byłych, to znaczy, nigdy nie byłem w zbyt poważnych związkach. To raczej były tylko randki bez zobowiązań. -Nie wierzę
-Czemu? Czy dałem ci powód byś nie mogła mi ufać? Dotychczas cię nie okłamałem. I zapewniam cię, że tak zostanie-patrzył na nią wzrokiem przepełnionym troską? Może był to bardziej błagalny wzrok, by otworzyła przed nim swoje serce?-Zaufaj mi Mario-objął jej dłoń. Ku jego zdziwieniu, nie opierała się temu. Po dłuższej chwili wpatrywania się w nią, zaczął-wiesz dlaczego nigdy nie byłem w poważnym związku? Bo nie chcę powtarzać błędów swojej matki, która otworzyła serce przed moim ojcem. Pokochała go, a gdy tylko powiedziała mu, że jest w ciąży,on zniknął. Wychowywała mnie tylko ona. Tyle szczęścia, że dziadkowie pomagali, a moja mama była wykształconą osobą, choć i tak spędzała o wiele za dużo czasu w pracy. Później i ja zacząłem dorywczo pracować na swoje wydatki, by jej trochę ulżyć. Trzy lata temu, w dzień moich osiemnastych urodzin, on wrócił, jak gdyby nigdy nic. Mama nie chciała go już znać. Wiesz co on zrobił?Zastrzelił ją. Dostał 25 lat. Dożywocie byłoby zbyt małą karą dla takiego...takiego...nie chcę się wyrazić brzydko w twym towarzystwie, ale nie umiem ująć tego inaczej, dla takiego skurwiela jak on-na jego twarzy pojawiła się dziwna mina,wściekła ale i smutna. Jakby miał zaraz wybuchnąć płaczem. Widząc to Mary wtuliła się w jego ramiona, z nadzieją, że to choć trochę ukoi jego ból. On objął ją swym ramieniem, wtulając twarz w jej włosy. Opuszkami palców zgarnął jej kosmyki opadające na twarz. -Nie jesteś zmęczona? Powinnaś odpoczywać. Jestem okropnie nierozsądny
-Nie mów tak, czuję się lepiej gdy z tobą rozmawiam-rzuciła, nie do końca przemyślawszy co mówi. W gruncie rzeczy, powiedziała to co czuła, lecz czy aby nie za szybko? Czuła się przy nim tak bezpiecznie, tak swobodnie. Ale przecież to głupie. Poznali się przed kilkoma godzinami. Miłość od pierwszego wejrzenia? Bzdura.
-Ale może jednak się położysz, pośpisz trochę.Musisz odpoczywać, to przede wszystkim.
-A zostaniesz ze mną?-spytała, lecz po chwili zdała sobie sprawę z głupoty i infantylności swego pytania. Ten jednak odpowiedział jej uśmiechem. Oparła głowę na jego ramieniu i zasnęła z uśmiechem na ustach.
Cdn.
arcaanus