http://www.youtube.com/watch?v=qZ2Col2zswc
Dzień szesnasty, ciąg dalszy
Moje słowa wyraźnie wprawiły go w osłupienie. Spojrzałam w jego stronę. Miał oparte o kolana łokcie, a twarz ukrytą w dłoniach. Gdy padło moje pytanie powoli podniósł głowę i spojrzał na mnie. Znów te jego przeraźliwe oczy, które teraz wydawały mi się całkiem przyjazne. Otworzył usta, tylko po to żeby zaraz je zamknąć. Przez chwilę wydawało mi się, że jest zmieszany, a może nawet że się boi. A przecież to nie ja porwałam i uprowadziłam jego, ale on mnie. Patrzył tak na mnie jeszcze przez chwile, po czym wstał z krzesła, podszedł pode mnie i usiadł na krawędzi łóżka. Odwrócił wzrok.
- Miłosz odpowiedział cichym głosem.
Nie wiem dlaczego, ale było w tym głosie coś, co mnie w pewien sposób pociągało, ale wiedziałam, że to chore, przecież tak bardzo go nienawidziłam za to, co mi zrobił.
- Miłosz powtórzył, wciąż patrząc się w przestrzeń- Dlaczego się do mnie odezwałaś?
Sama zastanawiałam się dlaczego. Nie odpowiedziałam mu, po części dlatego, że nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zadałam mu natomiast kolejne pytanie.
- Dlaczego mnie porwałeś? zapytałam, tym razem drżącym głosem. Od razu zadałam też drugie pytanie, którego nie chciałam zadawać, a które wyrwało mi się z ust. Dlaczego mnie nie zabiłeś?
Wyraz jego oczu momentalnie się zmienił, widać w nich było zdenerwowanie, wściekłość, znów były przerażające.
- Nie zabiłem Cię.. bo.. Nie będę Ci się tłumaczył. Ciesz się, że żyjesz.
Wykrzyczał te słowa, po czym wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Słyszałam w kuchni, jak pobrzękują różne naczynia. Wyobrażałam sobie go, wściekłego rzucającego szklankami. Co dziwne, nie czułam już do niego takiej odrazy jak kilkanaście dni temu. Tak, pogodziłam się już ze swoim losem. Mimo tego, że go nienawidziłam był jedynym człowiekiem, którego mogę widzieć.. kto wie, może nawet do końca życia. Po chwili dźwięki dochodzące z kuchni ucichły, zaraz potem on zjawił się w pokoju. Stanął plecami do mnie, przy oknie.
- Nigdy nie miałem zamiaru Cię zabić.
Powiedział to bardzo cicho. W jego głosie wyczuwałam drżenie, po chwili odwrócił się do mnie i spojrzał w moje oczy.
- Nigdy nie chciałem Cię zabić! Nigdy nie chciałem, nigdy nie chciałem Cię zabić! Nigdy!
Powtarzał te słowa ciągle, krzycząc coraz głośniej, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Teraz wyglądał na bezbronne dziecko, któremu zabrali za karę zabawki. Odwrócił się do mnie, podbiegł, złapał mnie za ramiona, po czym potrząsnął mną. Z przerażającą miną patrzył na mnie, wydawało mi się, że zaraz się rozpłacze. Jego wargi drżały, ręce się trzęsły. Nagle puścił mnie, po czym wybiegł z pokoju. Chwilę później usłyszałam ciche łkanie dobiegające z kuchni, które nagle zagłuszył dźwięk rozbijającego się naczynia. Nie wiedziałam, co mną kierowało, gdy wyskoczyłam z łóżka i udałam się w stronę kuchni. Przecież go nienawidziłam, ale czułam, że muszę mu pomóc. Gdy przekroczyłam próg zobaczyłam go siedzącego pod szafką, tam gdzie ja siedziałam któregoś ranka, gdy próbowałam uciec. Z jego dłoni kapała krew, a po policzkach spływały łzy. Nagle zapomniałam o tym, że to porywacz, że mnie uprowadził. Widziałam w nim chorego psychicznie chłopaka, zupełnie bezbronnego, który potrzebuje pomocy. Nerwowo przeszukiwałam szafki w poszukiwaniu wody utlenionej i bandaży, pamiętałam, że widziałam je tutaj gdy rozpaczliwie chciałam znaleźć klucz. W końcu znalazłam to czego szukałam. Podeszłam do niego ostrożnie. Podniósł wzrok, spojrzał na mnie. Ja również patrzyłam w jego oczy, jednocześnie ujmując jego zranioną dłoń. Zdezynfekowałam ranę, delikatnie założyłam opatrunek, widząc jak on patrzy na mnie. Tym razem jego oczy były niemalże błękitne, delikatne, łagodne. Przez moją głowę przeleciała myśl, że są to najładniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałam. Zorientowałam się, że ciągle trzymam jego dłoń, mimo że dawno skończyłam z raną. Wstałam, następnie posprzątałam szkło, które było rozrzucone po podłodze. Wychodząc z kuchni, zauważyłam, że ciągle na mnie patrzy. Resztę dnia jak zwykle spędziłam w pokoju, z tą różnicą, że już się go nie bałam. Dzisiejszego wieczoru nie siedział jak zwykle na krześle, nie zjawił też się w nocy. Dopiero nad ranem poczułam, jak ktoś siada obok mnie na łóżku, a potem delikatnie głaszcze mnie po policzku, po czym odchodzi, siadając tam gdzie zwykle.
Agata
CDN.