Hej, bardzo dawno mnie tu nie było.
Ale postanowiłam wrócić. W moim życiu wszystko dobrze się układa, mam kochającego chłopaka, radzę sobie w miarę na studiach. Ale mimo to wciąż mi coś w moim życiu nie pasuje. Moja waga. Wciąż dążę do wyznaczonego sobie dawno temu celu: 53. Wychodzenie z domu bez śniadania, wypiwszy ledwo pół kubka herbaty, potem trwanie cały dzień bez jedzenia obiadu. Tak, to mi przypomina dawne czasy, które we wspomnieniach wydają się być jakieś takie mroczne. Ale jednak wciąż mało jem. I jadłabym jeszcze mniej, gdyby nie chłopak, który mieszka ze mną i mnie pilnuje. Ilekroć wrócę do domu, wszyscy mi mówią, że schudłam. Szkoda, że waga tego nie oddaje. I sama już nie wiem, czy oni mówią tak po to, żeby mówić, czy naprawdę chudnę.
Ale dam radę. Schudnę do mojej wymarzonej wagi, będę miała piękny płaski brzuch (zrobiony przed tygodniem kolczyk w pępku musi się jakoś prezentować w wakacje). Tak, osiągnę swoje cele. Rok 2015 będzie dobry pod tym względem, wierzę w to.
A Wam wszystkim, którzy tu zaglądacie i to czytacie, życzę wszystkiego najlepszego, wytrwałości i chudego! :*
Zapraszam na mojego bloga.