Wyszłam z łóżka. Pierwszy raz od... no, dwóch dni. Mało tego, nawet się ubrałam. Wyprostowałam włosy. Chyba nawet dzisiaj zrobię makijaż. Nie słuchałam dzisiaj Sierra Leone, jak dotąd. A to już coś.
Tak jak nigdy nie lubiłam klubowych klimatów, to od 2 tygodni w sumie słucham tylko tego. A to nie jest dobre. Nie dla mnie, nie dla mojej psychiki. Koniec z tym. Powoli, małymi kroczkami dojdę do siebie. Przecież nie może być aż tak źle! Tylko że ja nie bardzo wiem co mi jest.
Jedno jest pewne- fajnie to tu nie jest.
Jak tak na to patrzę, to strasznie łatwo mi było wyzbyć się wszelkich feministycznych poglądów. Tylko że trochę trudniej będzie mi je znów nabyć. Oh!
Jak to powiedział Hamlet: 'Frailty, thy name is woman!'
I miał rację.
Ogarnę się. Tą całą sytuację. Dowiem się co mi jest, czego chcę. Może wszystko się samo ułoży. A jak nie, to i tak, niedługo już wiosna, słońce, może mi po prostu brakuje witaminy D...albo P? Osobiście wolę tą pierwszą opcję. Ale i druga nie jest wykluczona. Nic w życiu nie jest wykluczone, wszystko jest możliwe bla bla bla.
Ts.
Daję sobie czas na powolne dojście do stanu normalności. Muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. Nie wiem... coś, COKOLWIEK co by mnie pochłonęło w całości.
Tak patrzę na swoje kwiatki w pokoju i stwierdzam że mi drzewko szczęścia więdnie. Nie dziwię się mu.
Idę podlać kwiatki.
Inni zdjęcia: 1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24