Dni przebiegały różnie raz bylo dobrze a pozniej zaczynalo sie. Zylam w wiecznym strach. Trudno bylo sie ze mna porozumiec z dnia na dzien. Zylam tylko strachem, ze ktoregos dnia moge go stracic. Miendzy nami wszystko zaczeło sie powoli ukladać. Planowalismy wspolne wakacje, zycie. Wiem dziwne jak mozna planowac z kims zycie skoro sie go tak naprawde nei zna, ale w moim przypadku tak bylo.
Zylismy obydwoje szczesciem, ale zawsze w moim zyciu cos mi sie pieprzy i tego dnia jak zaczelo sie piperzyc to juz do konca. Nasze zycie polegalo na codziennym klotniach, moim placzu a jego zyletek w reku i branie tabletek. Wtedy dowiedzialam sie ze bral jakies tabletki w duzych ilosciach. Zaczely pojawiac sie na pierwszym miejscu koledzy, Brak czasu. Obiecywal, ze bedzie dobrze, ze znowu bedzie tak jak kiedys, ze zrobi wszystko zeby bylo dobrze. Bylam naiwna i wierzylam. Mogl mi powiediec co chcial a ja w to wierzylam. Powiedzial ze nie przyjedzie bo z kolegami a ja nawet sie nie sprzeciwialam. Wkoncu cos we mnie peklo, tak nagle juz chyba nie wytrzymalam. Chodz nie chcialam tego poklocilam sie z nim na powaznie. Po tej klotni zostawil mnie...
Boli mnie to, ze ja chcialam poswiecic wszystko dla niego a on poprostu tak mnie zostawil. Czuje sie jak zabawka, ktora mu sie znudzila...
Trzeba teraz troche poczekac az napisze kolejna historie...
Tabletki to historia prawdziwa, lecz imiona zostaly zmienione i niektore wydarzenia pozostaly pominiete z przycyzn osobistych ;)