jesienne, bezsenne noce.
przeplatane wspomnieniami i krzykiem. Gdzieś pomiędzy skurczem żołądka a kolejnym wypalonym papierosem, poczułam głód. Głód wypalał mi środek nieznoścnie intensywnie więc postanowiłam go stłumić. Nie dał się oszukać, nie chciał się karmić byle czym. Chciał wyszukanego smaku. Wiedziałam czego pragnie, powrotu do życia branego pełnymi oddechami , wytrawnych trunków połykanych na raz, kpiny z ludzi, szczególnie z ich uczuć, śliny skurwysynów na udach i w ustach, smaku krwi i amfetaminy. Upominał się o swoje pragnienia, bólem upominał czego chce.
i na to wychodzi, że uzależniłam się ponownie, od smaku życia, który powinien wykręcać morde.