znowu brakuje mi tchu. odświeżam pamięć i używam innych słów.
słowa kreatywne, dziwne, łamią mi język.
znowu weszłam w ten stan, mój euforyczny zjazd i ścisk w żołądku, zaciągam się płynnie , klęcze nad kiblem formując długi pas bieli.
czując w gardle posmak gorzkiej śliny wstaje powoli , znieczulenie emocji , zupełnie jak chorym fizycznie wlewając kroplówką litry morfiny.
szczęscie i energia kipi w mięśniach, mózg topi się w hormonach,
chodze sobie sama po mieście z Marlboro w pomalowanych ustach.
mija mi mój stan, ukochany kurwa stan i wtedy się już nic nie chce, sucho w ustach , nerki filtrują i zaczyna się inna perspektywa.
pierdolone problemy i czarna rozpacz bo ani krok do przodu ani w tył,
ogólny ból.
cierpienie za tępą społeczną masę spoconych ludzi.
i póki się nie prześpie, to chęć umierania mi nie przejdzie.