Affection.
Oddychając płytko przyłożył glocka do skroni.
Zamknął powoli oczy, jakby chiał odejść bez pozegnania,
Wiatr lekko łaskotał go po twarzy, szeptał mu do ucha kolejne
Słodkie, lecz jakże kłamliwe obietnice. Na nic się to zdawało,
Gdyż chłód lufy wyciszał wszelkie myśli. Skupienie, brak strachu,
Chciał by było tylko tu i teraz.
Wnet jego spokój zmąciła myśl, jak do tego doszło, był już tak blisko,
Na wyciągniecie ręki miał to czego pragnął tak bardzo.
Gdy po jego brudnym policzku zaczęła spływać łza,
Pozostawiając bruzdę podobną do tych wszystkich blizn
Oszpecających jego ciało,
Wgniótł glocka w skroń i spokojnie, niezbyt łapczywie,
Pokusił ske o jeszcze jeden oddech.
Płuca paliły go żywym ogniem,
Gardło niczym wysuszone tysiącwm słońc,
Czekał aż łza zwilży spękane usta,
Poczuł sloną gorycz,
Ręka mu ni drgneła ani prez chwilę.
Spojrzał w niebo, jak na przekór
I nacisnął spust.
Pustą ulicę, obmytą wiosennym deszczem
Wyrwał ze snu głuchy huk wystrzału,
A następnie beznamiętnie opadające ciało
Wraz z zaciśniętym w ręce pistoletem.
Naprzeciw twarzy, która nie znała już cierpienia,
Opadła łuska, lustrzanym odbiciem w oczach
Żegnając się ze starym przyjacielem.
Devour.