Kronika fimowa - tekst lektora zza kadru
2 kwietnia 1930
Tłumy ludzi kłębiły się dzisiaj przy Schweidnitzer Strasse. Otwarto bowiem należący do Georga Wertheima dom towarów. Breslauerom przypadł do gustu niezwykły szyk wnętrz ale i zewnętrzna część tej niespotykanej w Europie budowli. Projekt opatrzony w konkursie godłem Wratislaviae wykonał profesor architektury z Berlina Hermann Derburg. "Niezwykle odważny" - "Niespotykany" - "Niesamowity" - mówią o nim zapytani przez nas mieszkańcy królewskiego stołecznego miasta Breslau. Uwagę przykuwa szczególnie elewacja i rzeźbione złocone gzymsy autorstwa Ulricha Nitschke i Hansa Klakowa. Pierwsi klienci są zachwyceni. Bracia Barasch, właściciele największego dotąd domu handlowego i manufaktury w Rynku nie będą na pewno spali spokojnie. Nowa budowla najlepiej prezentuje się od strony Tauenzienplatz, co widzimy w następnym ujęciu (...)
25 kwietnia 2009
Tłumy ludzi kłębiły się dzisiaj przy ulicy Świdnickiej. Otwarto bowiem po gruntownej przebudowie należący do Centum Developments and Investments galerię handlową Renoma. Wrocławianom przypadł do gustu niezwykły szyk i modernizm wnętrz, ale i całkowicie odnowiona zewnętrzna część tej niespotykanej już w Europie budowli. Projekt profesora Hermana Derburga rozszerzył architekt Zbigniew Maćków. Architektura nowej części nawiązuje bezpośrednio do istniejącego budynku Renomy oraz do innych obiektów wrocławskiego przedwojennego modernizmu. Spójność obu części uzyskano dzięki horyzontalnym podziałom elewacji, charakterowi stosowanych materiałów oraz kolorystyce. Forma projektowanego budynku, zakrzywione narożniki oraz rozwiązania dające efekt pewnego "oderwania" od istniejącego obiektu respektują charakter przedwojennego domu towarowego. Pierwsi klienci są zachwyceni. Pozostałe galerie miasta nie mogą spać spokojnie. Odnowiona stara część budowli najlepiej prezentuje się od strony placu Kościuszki, co widzimy w następnym ujęciu (...)
To nie jest zwykła galeria handlowa, jakich w Europie są tysiące. Otwarto dzisiaj ponownie jeden z mieszczańskich symboli przedwojennego Wrocławia.
Ogólnie jednak: szału wielkiego nie było, szoku nie przeżyłem.
Z osobliwości: nie ma fast foodów jako takich w ogóle (mlllllodzież - "ł" a la kard. Gulbi - zawiedzona, brak McDonald'sa); EMPiK pono największy w tej części świata (nie dziwię się, niektórych książek jest tyle sztuk, że zastanawiam się czy przypadkiem całego nakładu z wydawcnitwa nie rzucili do tego właśnie sklepu); kubańskie cygara za skubańskie ceny (ładny wystrój sklepu). Ceny jako takie w ogóle z księżyca. I czy ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego amerykańska firma (nawiasem mówiąc należąca do polskich Żydów) sprzedaje gałkę lodów za 9,50 zł?! Wprawdzie dostałem (jako jeden z nielicznych, hihi) próbkę ich od pana w niezwykle gustownym garniturze, ale cóż to jest taka próbka - a nie skuszę się pewnie w najbliższym czasie. Wobec tego prym najlepszych lodów Wrocławia nadal dzierżyć będzie Cafe Italia.
Tak to właśnie płynie czas tego miasta.
tekst i zdjęcie: Briegers 2009
fotomontaż: Photofunia