Wszystko, co tutaj opisuję może, ale nie musi być zgodne z rzeczywistością.
Staję się podmiotem lirycznym. Nie bohaterem.
"Ufam, że znajdzie się ktoś
Kto się mną zajmie
Po śmierci, gdy odejdę
Ufam, że znajdzie się ktoś
Kto wybawi moje serce
I przytrzyma, gdy opadnę z sił"
Jakże...
Pustka w środku jest gigantyczna. Smutek jest ogromny.
Chcę zabić czyjąś indywidualność, sam jej nie posiadając.
Chcę od razu otrzymać nagrodę za właściwe zachowanie.
=łzy same lecą do oczu=
Chcę dziękować za miłość... Jestem beznadziejny. Jaki jestem?
Gdzie jestem? Na co zasługuję?
Czuję całkowity rozpad...
Niech ktoś mnie nagrodzi za cały ból.
Za lęk, za samotność, za pustkę...
Jakże to boli. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie ten ból...
Kiedy zacznę się znów śmiać?
Dlaczego wciąż płaczę?
Dlaczego chcę być kochany, nie umiejąc przyjąć miłości...?
Dlaczego tęsknię, nie chcąc wrócić?
Dlaczego chcę żyć, pragnąć śmierci?
Dlaczego kocham, czekając na coś w zamian?
Czuję pięść strachu na mojej twarzy. Wszystko boli.
Czekam na cud. Ale przecież....
życie to nie bajka....