pora wrócić do normalności, do gonienia za każdą godziną, za wolną chwilą, za ostatnim promieniem słońca, za resztkami powietrza. czas wrócić do szkoły, akurat kiedy mój depresyjny stan się uleczył, pogoda znów postanowiła mnie w niego wpędzić. szkoła to jedyne miejsce, które znów każe mi walczyć, wstawać rano, malować się, czesać włosy, wychodzić z domu, odchudzać się, czytać lektury, spisywać prace domowe z neta. tak naprawde , wcale za ty wszystkim nie tęsknię spotkałam kilka nowych osób, nie byłam w nowych miejscach, nie spełniłam wakacji marzeń. nie planowałam wyjazdów, a i tak wyjeżdżałam. miałam się odchudzać, nie schudłam. zbyt emocjonalnie. jest już prawie koniec wakacji, nowy rok szkolny. nowa szkoła, nowe znajomości. czy to czas, na wyleczenie ran? nowe otoczenie, tak dla odmiany. może to coś zmieni? właśnie może. już prawie jesień, czas nauki - czas szkoły. siedze i mysle. pamietam jak uwielbialam , gdy przyjaciel wbijał do mnie na chatę z pudełkiem ulubionych lodów i propozycjami filmów do obejrzenia. pomimo tego, że to facet wcale nie przejmowałam się tym, że zobaczy mnie w rozciągniętym podkoszulku, dresowych spodniach i wielkich skarpetkach w środku lata. czasami byly między nami spiny, bo oboje bylsimy upartymi bestiami, czasami nie odzywalismy się do siebie przez kilka dni, a czasami nie wytrzymywalismy godziny bez wymienienia choćby jednego słowa. niektórzy mówili,że w duecie bylismy pojebani, nieobliczalni i działamy telepatycznie, bo wybuchalismy śmiechem w tym samym momencie. kiedys nie zamieniłabym tego mojego olbrzyma na nikogo innego. kiedys. po prostu trzeba się nauczyć ze nic nie trwa wiecznie i wszystko się kiedyś skończy. ale ciężko jest to zrobić. ciężko pogodzić się z tym, ze to co miało dla nas duże znaczenie odeszło. wspomnienia są fajne, tylko mają jedną wadę. nie można do nich wrócić.