W niedziele byliśmy ze Zbójem na spaczerze,dość długim spacerze bo krótkich nie lubimy:-).On oczywiście biegał sobie za sarnami, a ja szukałem weny twórczej i przez długi czas nie mogłem jej znaleść więc kiedy zmęczyliśmy się spacerowaniem polnymi ścieżkami przysiadłem na starych nieużywanych już torach kolejowych i wsłuchiwałem się w to co dzieje się dookoła.Delikatny ptaków śpiew,szum drzew,szelest krzewów i... szept trawy.Może to głupie i niepoważne ale czy kiedyś wsłuchiwaliście się w szept trawy, który jest przez nas niedostrzegalny tylko i wyłacznie dlatego że, go lekceważymy,a kiedy się tak wsłuchacie możecie dojść do ciekawych wniosków i znaleść interesujące porównania tak jak ja.Oto jedno z nich:
Przycupnij i wsłuchaj się w niespotykaną mowę źdźbeł
Każde każdemu cichutko szpece na ucho niczym diabeł.
Ten niesamowity śpiew jest tak skromny,cichy i naturalny,
lecz dla naszego nieczułego ucha praktycznie nieusłyszalny.
My ludzie ciągle zadumani nie zdajemy sobie z tego sprawy,
że wszyscy jesteśmy tak bardzo podobni do zielonej trawy.
Zagubieni w dzisiejszych trudnych oraz bezlitosnych czasach
wegetujemy w swych ogromnych szarych betonowych lasach.
Gdy tak czekamy na to, co przyniesie upalna,bezlitosna chwila
tylko cichy dla świata nieusłyszalny szept wegetacje nam umila,
bo pośród ogromu stalowych potworów okropnie zgrzytających
czymże jest marna garstka ludzkich źdźbeł o pomoc wołających?
W tym gąszczu zdarzeń nie jesteśmy niczym nadwyraz istotnym
Kiedy uschnie w nas życie przepadniemy w cyklu bezpowrotnym,
który od wielu lat nieubłaganie i niezmiennie się nam powtarza
zawsze jest taki sam,żadna anomalia się w nim nigdy nie zdarza.
Przeważnie jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na siebie samych.
Czasem otuli nas wrażliwa, chłodna mgła kropel rosy porannych,
które dają nam tą czułość,wspaniałe uczucie rzeźkiego ożywienia
spływają po naszych ciałach zmywając te wszystkie poruszenia.
Wtedy czujemy się silni i gotowi by powitać radosny poranek
niestety zdarza się to, być poranek który, ma wiele zachcianek
Musimy więc stawić czoła i sprostać temu co, nas może nękać
Teraz pozostaje nam poprostu być,żyć i tylko na to czekać...
Kiedy dopada nas na wielkiej, otwartej, życiowej przestrzeni
porywisty wicher zmartwień,który ugina nas do samej ziemii
poddajemy się oporowi bo wiemy, że czasem nie ma sensu
być twardym ale i kruchym i złamać się w słabszym miejscu.
Czasem gruby,bezlitosny grad problemów na nas spada.
Nie potrafimy zrobić nic bo los kapryśny jest i nami włada
Wtedy wyłożeni leżymy na ziemii szukając w kimś oparcia.
Wiemy że, kiedyś ponownie dotknął nas tak okrutne starcia.
Teraz pozostało nam jedynie cierpliwe w nadzieji czekanie,
aż nowy pogodny,łaskawy dzień w naszym życiu nastanie
i zza białych kłębiastych chmur wyjdzie życiodajne słońce
a wszystkie zniszczone źdźbła otulą jego promieni końce...
Co do zdjęcia jest strasznie stare ale wydaje mi się że pasuje:) a wiersz pisałem od wczoraj.
Zapomniałem dodać że Zbój to mój pies i najlepszy przyjaciel;]