Od poniedziałku do piątku:
Pobudka 7:00. Praktyki 8:00 - 16:00. Obiad i na trening (rower / basen / bieganie / piłka). Wracam i padam. Czasem zdążę do przodu trochę posunąć film z majówki. Jak się przyłożę albo z kimś zagadam to... zarywam noc i znów pobudka o 7.
W weekendy:
Zawody, spotkania, wyjazdy, imprezy (...). Szkoda czasu na sen.
Tak właśnie wygląda mój cały tydzień. W moich żyłach powoli zaczyna płynąć kofeina, a taurynę z adrenaliną to najchętniej bym przyjmował od razu dożylnie. Niemniej jednak jestem zadowolony... chociaż i oczy czerwone się robią i mięśnie nerwowo, mimowolnie kurczą. 100% życia.
Zdjęcie z Brzeska gdzie zawitałem z Olkiem w miniony weekend. Spotkałem się z Asią, Dżoll, Oliwką, Koką, etc. i mimo, że noc zarwaliśmy na imprezie to odpocząłem, a na pewno naładowałem akumulatory. Dziwne uczucie powiem wam... siedziałem i uśmiechałem się sam do siebie. Endorfina w powietrzu? Kto wie.
Dziwna sytuacja mnie ostatnio spotkała. Jadę samochodem, włączam płytę, a tam... Terence Jay - One Blood i Staind - So far away i... zaczynam płakać. Tak po prostu... bez żadnego powodu i jedynie ciężko mi zlokalizować powód. Nie był to smutek, o tym jestem święcie przekonany, szczęście do końca to też nie było, więc co... i czemu?
Przy okazji jazdy uświadomiłem sobie, że "tak chciałbym umrzeć". Jeśli miałbym popełnić samobójstwo to jedynie pędząc samochodem o zachodzie słońca, a w głośnikach słuchając So far away lub One blood.
Oczywiście to realizacji takich planów jeszcze mi daleko, zwłaszcza, że trochę tu jeszcze mam do zrobienia, tak tylko naszła mnie ta refleksja. A propos planów - Terratlon, czyli Triathlon off road na moim celowniku!
Teraz już znikam na basen, w końcu trzeba trenować.
Najbliższy weekend garden party u Pauliny w Myszkowie, a jutro befor w Pomarańczy! Let's party cause it's summer!
Muzycznie ciekawie, nietypowo i wesoło: