Juwenalia były mega. Bawiłam się świetnie. Zwłaszcza w drugi wtorek, który wciąż odbija się echem w mojej głowie. Jest mi smutno, bo historia kończy się jak zawsze - nie wiem, co jest nie w porządku. Prawdopodobnie muszę być wadliwym egzemplarzem. Odmierzam czas. Płynie, ale nic nie zmienia, mimo to wciąż odmierzam. Od sześciu lat? Jak najbardziej możliwe.
Spijam dźwięki, które układają się w ciąg marzeń - oczywiście znajdują się poza zakresem urzeczywistnienia. Gdzie zaczyna się ten zakres? Mam wrażenie, że jestem ciasno otoczona niewidocznymi barierami i osiągnęłam już wszystko, co jest mi przeznaczone. Czyli nic.
To takie dołujące.
Mimo to zauważam postęp. Może to nie kamień milowy, ale częściej wychodzę do ludzi i czuję, że rozwijam się wewnętrznie i towarzystko.
Dawno nie płakałam z tego powodu. Okazuje się, że te łzy jeszcze nie wyschły i przypominają o sobie poruszone odpowiednim bodźcem.
W snach wymaluję sobie przyszłość.
Użytkownik artella
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.