Jakiś dziadek w zajebsitym przebraniu. Nie wiem co miało ono symbolizować, ale nieźle się uśmiałam. Łaził po ulicy, jak gdyby nigdy nic. Może miało to związek z meczem, bo grała Hiszpania z Holandią, a Portugalia kibicowała Hiszpani i na ulicach oraz w barach roiło się od kibiców w przeróżnych przebraniach. A tak poza tym nie byłam zbyt zachwycona Portugalią. Nie było nic ciekawego, wszędzie białe domki, same pola i jakieś pojedyncze drzewka. Jedynie w hotelu było inaczej niż na zewnątrz. Pół dnia nad morzem reszta na basenie i wymiana uśmiechów z pewną osobą. ;) Nawet nie wiem skąd był ten gość, ale wydaje mi się, że z Francji albo Niemiec. Przez pare dni tylko się do siebie uśmiechaliśmy aż w końcu on wyjechał i już zapewne nigdy go nie zobacze. : < No ale trudno. :P
W ogóle wszystko byłoby dobrze, gdyby nie rodzice, od których starałam trzymać się jak najdalej .. i oczywiście na sam koniec zrobiło się fajniej - większe luzy i święty spokój. Jeszcze wczoraj w Portugalii, a dziś już w domu. Z jednej strony cieszę się, że już wróciłam, ale z drugiej trochę szkoda. Aż tak tragicznie nie było. Jedzenie w hotelu takie sobie. Śniadania codziennie takie same. Niedobrze mi się robiło jak na to patrzyłam.. Obiady i kolacje już lepsze, większy wybór i mniejsza powtarzalność dań, więc było git.
Pogoda przez cały pobyt przepiękna, a niebo bezchmurne. Baaardzo wakacyjna atmosfera. ;) Do domu wróciłam koło 5 nad ranem, a wstałam ok. 10, ale jakoś zmęczona nie jestem. No cóż. Co tu będę się więcej rozpisywać. Jak coś mi się przypomni to później napisze.